Jeśli szukasz propozycji najlepszych seriali tego sezonu, zajrzyj na naszą listę.

Zapomnijcie o wszystkim, co widzieliście do tej pory. W poniższych serialach znane wam zasady panujące w telewizji i na platformach VOD nie obowiązują. Nie każdy z nich jest dobry, a niektóre można uznać nawet za bezwzględnie złe. Niemniej jeśli po nie sięgniecie, czeka was wiele godzin ostrej jazdy bez trzymanki. Jesteście gotowi wejść w umysły twórców nie bojących się łamać kolejnych barier poprawności politycznej, logiki, czy nawet fizyki? Zapnijcie więc pasy, będzie ostro.

„Danger 5”

Fabuła pierwszego sezonu tego cuda ma miejsce w latach 60’ ubiegłego wieku, a jednak jego akcja rozgrywa się w czasie II Wojny Światowej. Piątka agentów specjalnych otrzymuje misję zabicia Adolfa Hitlera. W tym celu będą musieli stawić czoła dinozaurom (tak, dinozaurom), mechom (tak, gigantycznym robotom), czy innym potworom (tak, skorupiakom strzelającym z karabinów). Już po pierwszym odcinku staje się jasne, że twórcy planują przekraczać kolejne granice absurdu, serwując niczym nieskrępowaną, często idiotyczną rozrywkę. Pozbawiona logiki scena, goni inną równie nonsensowną scenę. Nie brakuje adrenaliny i humoru. Realizmu co prawda tutaj nie znajdziemy, ale możemy poznać przepisy na idealne drinki, bo każdy kto umiera w ramionach jednego z bohaterów podaje receptury na perfekcyjne napoje wyskokowe. Co lepsze, drugi sezon trzyma ten sam poziom i tym razem osadzony jest w latach 80’, będących latami 60’, a zobaczymy w nim Hitlera uczęszczającego do liceum.

„Heil Honey, I’m Home”

Krytycy nazwali ten serial prawdopodobnie najbardziej niesmaczną komedią sytuacyjną. Aby tytuł zyskał sobie taką opinię wystarczył jeden odcinek, po którym serię skasowano. W pilocie brytyjskiego sitcomu przekroczono bowiem wiele granic. Akcję osadzono w 1937 roku w Berlinie, a bohaterami są Adolf Hitler i Eva Braun. Mieszkają oni obok żydowskiej pary. Po takim zarysie fabuły, oburzenie wydaje się zrozumiałe, prawda? Twórcy czerpali pełnymi garściami z formuły amerykańskich sitcomów z połowy XX wieku, więc nie brakuje oklasków, gdy na ekranie pojawia się jakaś postać ani śmiechów z puszki. Oglądanie pierwszego epizodu okazuje się dziwacznym doświadczeniem, bo momentami rzeczywiście bywa zabawnie, ale ze względu na kontekst śmiać się nie wypada.

„Blood Drive”

Twarde, piękne kobiety i, często mniej, twardzi mężczyźni. Znajdziemy tutaj całą galerię osobliwości. Od zdziwaczałego, morderczego konferansjera, przez małżeństwo ze skłonnościami kanibalistycznymi, po na wpół mechanicznego policjanta. Akcja rozgrywa się w postapokaliptycznej przyszłości, w której benzyna jest towarem deficytowym, dlatego samochody są przerabiane tak, aby mogły jeździć na… krew. Ach na kilometr pachnie filmami eksploatacji. Akcja pędzi jak szalona, niczym w ostatniej odsłonie „Mad Maxa”. Nie brakuje twistów i absurdalnego, czarnego humoru, a twórcy dbają, aby w każdym odcinku było szybciej, brutalniej i dziwniej. Tak mogliby wyglądać „Szybcy i wściekli”, gdyby za ich realizację wziął się Quentin Tarantino.

„Twin Peaks”

David Lynch sprawił, że na początku lat 90’ cały świat zadawał sobie jedno pytanie. „Kto zabił Laurę Palmer?” Odpowiedzi dostarczył prawie trzy dekady później, ale trzeci sezon nie był już takim szokiem, bo dwa poprzednie przygotowały widzów na to, czego mogą się spodziewać. W końcu reżyser stworzył nietuzinkowe postacie, a akcję osadził w surrealistycznych oparach i małym, amerykańskim miasteczku. Jego serial miał jednak dwojakie konsekwencje. Z jednej strony twórcy telewizyjni stali się odważniejsi w eksperymentach na małym ekranie, a z drugiej producenci obawiali się tak ambitnych projektów. Niemniej „Twin Peaks” do dzisiaj robi wrażenie i wbija w fotel. Warto przypomnieć sobie wszystkie odcinki, koniecznie pijąc „cholernie dobrą kawę” i zajadając się ciastem wiśniowym.

„Króliki”

Znowu ten David Lynch. Tym razem zaserwował widzom sitcom. Przynajmniej on tak twierdzi. „Króliki” to osiem krótkich odcinków, które początkowo można było oglądać na stronie internetowej reżysera, a dzisiaj dostępne są (niekoniecznie legalnie) w innych miejscach w sieci i (całkowicie legalnie) na DVD. W serialu śledzimy losy trzech humanoidalnych królików. W trakcie seansu możemy posłuchać śmiechów z puszki i zastanawiać się o co chodzi. Dialogi pozornie nie mają sensu, ale w rzeczywistości… odkryjcie sami. Być może nie uśmiejecie się w trakcie seansu, jednakże ta zagadka logiczna spędzi wam sen z powiek.

„Cop Rock”

Wyobraźcie sobie, że w kolejnych odcinkach „CSI: Miami” David Caruso zamiast rzucać one-linerami, za każdym razem gdy podejdzie do trupa zaczyna śpiewać. Brzmi absurdalnie? A jednak na początku lat 90’ próbowano połączyć policyjny procedural z musicalem. Efekt końcowy nie powinien być zaskoczeniem. „Cop Rock” skasowano po 11 odcinkach, a sam serial do dzisiaj określa się mianem jednego z najgorszych w historii telewizji. Ten niechlubny tytuł zapewnili ławnicy śpiewający w stylu gospel o winie oskarżonego, czy grupa Latynosów przekonująca piosenką o swojej niewinności. 1990 rok okazuje się więc znamienny pod względem muzycznych kryminałów. Nie możemy bowiem zapomnieć, że w tym samym czasie i ta sama stacja (ABC) wyemitowała 2 epizody (4 kolejne pojawiły się w 1992 roku) „Sunset Beat”. Kuriozum, w którym George Clooney za dnia jeździ Harleyem i łapie przestępców, a nocą jest gwiazdą rocka.

„Cavemen”

Artyści często wypowiadają się na temat tolerancji, ale czasem korzystają ze zdecydowanie zbyt daleko idących metafor. Twórcy „Cavemen” przekroczyli pod tym względem wszystkie granice. W swoim, skasowanym po pierwszym sezonie serialu snują historię o trzech współlokatorach, będących jaskiniowcami. Tak, jaskiniowcami. W przedstawionym przez nich świecie nie wszyscy rzeczeni jaskiniowcy ewoluowali w homo sapiens i uznawani są współcześnie za mniejszość. W ten sposób próbują wyśmiewać nadmierną poprawność polityczną. Ich język jest jednak bardzo, nomen omen, prymitywny.

„Opowieści z krypty”

Obdarzony czarnym humorem kościotrup opowiadający historie z dreszczykiem? Biorę w ciemno! Nawet jeśli przedstawiana w odcinku kilkudziesięciominutowa fabuła nie trafi w gusta danego widza, to ten zawsze będzie mógł się pośmiać z żartu prowadzącego. Dodajmy do tego, że Strażnika Krypty nieraz odwiedzają prawdziwe gwiazdy pokroju Arnolda Schwarzeneggera. Serię miał rebootować M. Night Shyamalan, ale pojawiły się problemy z prawami autorskimi i projekt na razie leży na półce. Być może kiedyś się go jednak doczekamy, a tymczasem warto powtórzyć sobie odcinki z oryginalnych sezonów.

„Mystery Science Theater 3000”

Umieszczam ten serial w zestawieniu z nadzieją, że przeczyta to ktoś z Netflixa i udostępni użytkownikom platformy w Polsce jego nową odsłonę „The Return”, którą mogą oglądać subskrybenci w kilku innych krajach. Ciężko w tym wypadku mówić o fabule, bo formuła przypomina wspomniane „Opowieści z krypty”, tylko prezentowane opowieści są o wiele gorsze, a gospodarze komentują oglądane złe filmy w trakcie ich trwania. W „Mystery Science Theater 3000” (oryginalne serie były emitowane w latach 1988-1999) w roli prowadzących występują uwięziony na statku kosmicznym astronauta i zbudowane przez niego roboty. Szaleni naukowcy zmuszają ich do obejrzenia naprawdę kiepskich produkcji. Widzowie szybko przekonają się, że są to naprawdę ciężkie tortury. Tylko dla prawdziwych fanów kina klasy B.

„Szkoła zabójców”

Ten serial na podstawie komiksu Ricka Remendera swoją oficjalną premierę miał 16 stycznia. Jest to opowieść o bezdomnym chłopaku, który trafia do tytułowej szkoły, gdzie nauczyciele trenują na zabójców dzieci członków różnych grup przestępczych. I jak można się spodziewać, historia utrzymana jest w groteskowych, mrocznych klimatach. Nie brakuje dziwnych akcji, krwi, przemocy i seksownych, twardych kobiet. Słowem jest wszystko, czego trzeba do bezpardonowej rozrywki, po której zbiera się szczękę z podłogi.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl i dziennikarzem zajmującym się popkulturą. Na jego teksty można się natknąć zarówno w prasie drukowanej jak i internecie, a jego samego spotkać w którymś z warszawskich barów.