Na początku chciałbym opisać zagadnienie fade’ów czyli po polskiemu najprościej w świecie – cieniowania. Jakiś czas temu stały się one niezwykle popularne i doszło nawet do tego, że gdy ich nie masz ktoś może zarzucić, że masz brzydką fryzurę.

Generalnie fejdziki możemy podzielić na 3 główne typy: low fade, medium fade oraz high fade. Jeżeli nie domyśliłeś się, co oznaczają te określenia, śpieszę z pomocą. Odnoszą się one do miejsca w którym znajduje się owe cieniowanie. W przypadku low fade’a zaczynamy trochę powyżej ucha, high fade wysoko, wysoko, pozostawiając sporą część kości ciemieniowej wygoloną, a medium, jak to medium – mniej więcej pomiędzy wcześniejszymi.

Łapiecie, nie?

Propozycja 1: Side Part

To ostatnimi czasy fryzura niezwykle popularna, ale i uniwersalna. Prosty przedziałek umiejscowiony na wysokości naturalnego zakola i dłuższe włosy zaczesane w jedną stronę. Proste w utrzymaniu, nie trzeba się godzinami bawić w układanie. Żyć nie umierać! O ile wykonany dobrze, prawdopodobieństwo że będzie wyglądać źle, jest praktycznie znikome. Poprawne wycieniowanie to jednak duża zasługa barbera, który odpowiednio dopracuje kształt fryzury do kształtu czachy i pokombinuje tu i ówdzie. Moim skromnym zdaniem w niektórych przypadkach lepiej po części pokierować procesem.

Ważna sprawa –jeśli nie chcecie mieć skin fade’a (rodzaj fejdzika w którym bok jest wygolony do zera), pod żadnym pozorem nie pozwalajcie barberowi używać brzytwy na waszej głowie. Niektórzy artyści mają tendencję powielania dziwnych trendów zza wielkiej wody, tj. wygalanie przedziałka i linii czoła, aby było bardziej foremnie. Okej, wygląda to może i schludnie, ale przez dosłownie dwa dni. Włosy zaczynają odrastać i fryzura robi się po prostu niechlujna, a wy zmuszeni jesteście do wizyt co tydzień, maksymalnie półtorej aby jako tako wyglądać.

Czasem zostaniecie zapytani, czasem nie. Dlatego też lepiej już w momencie zajęcia fotela zaznaczyć „PANIE BARBERZE, PROSZĘ NIE WYCINAĆ PRZEDZIAŁKA ANI LINII CZOŁA. DZIĘKUJĘ SERDECZNIE”. Jeśli jednak barber i tak to zrobi, jak najszybciej wystaw negatywną opinię na fejsie i czem prędzej szukaj innego specjalistym, żeby od razu naprawić błąd.

Propozycja 2: Pompadour

Popularny „pomp”, znak rozpoznawczy Elvisa. Połączony ze skórzaną kurtką i wysokim połyskiem powoduje drastyczny skok testosteronu. Kolejny ciekawy przykład to Johny Deep w filmie „Cry Baby”. Nie możecie powiedzieć, że wygląda źle. No po prostu nie.

Polega na „podniesieniu” przodu fryzury w charakterystyczny sposób i stworzeniu czegoś w rodzaju ściany czy przedłużenia czoła. Klasyczny pomp występował z dłuższymi bokami, które były zaczesywane do tyłu. Jednak bardziej nowoczesne wersje występują z przedziałkiem czyli tzw. Side Part Pompadour, czy z fejdzikami. Tutaj mnogość wariantów, Side Part Pompadour with medium fade, Pompadour with high fade, itede, itepe.

Standardowo, wygalaniu linii czoła i przedziałka mówimy stanowcze NIE!

Propozycja 3: Slickback

Kolejna turbo klasyka, przez niektórych nazywana „na włoskiego gangstera zajadającego się makaronem”. Polega na najprostszym w świecie zaczesaniu całości włosów do tyłu i na płasko w przeciwieństwie do pompa. Podobnie jak w powyższych przykładach klasyczny slickback występuje z dłuższymi bokami, zaś śmiało można go łączyć z wszelkimi fejdami, nie umniejszając elegancji tejże fryzury. Przykładowy slick na zdjęciu tytułowym, prosz.

View this post on Instagram

Fury 2014 #Bradpitt

A post shared by Brad Pitt (@bradpittoffcial) on

Przy okazji tej fryzury trzeba wspomnieć o jednym zagadnieniu, a mianowicie tak zwanym Undercut’cie. Najprościej mówiąc, jest to wygolenie boków na zero, bez płynnego przejścia do czubka fryzury. Przykład? Brad Pitt w „Furii”. O ile nie masz kwadratowej szczeny jak Pitt, a twoje włosy nie mają naturalnej predyspozycji do zachowania takiego kształtu, nawet się w to nie pchaj.

Jest to tak zwana „fryzura do zdjęcia”. Wygląda świetnie, ale przy jakimkolwiek ruchu włosy rozejdą się na boki i będziesz wyglądał jak podwiędły ananas. Świetnie to widać na przykładzie Arthura Shelby’ego z serialu „Peaky Blinders”, gdzie aktor co chwilę macha ręką w tę i we w tę, aby fryzura jako tako wyglądała. Także ten, no..

Propozycja 4: Quiff

View this post on Instagram

#Hairstylesformen ✂️🔝

A post shared by Hairstyles For Men (@hairstylesformen) on

Tutaj krótko i na temat. Nie ma co się rozgadywać. Przyjemna nowoczesna fryzura, bardzo szybka i łatwa do ułożenia. Czesana palcami w celu uzyskania tzw. messy look’u. Standardowo już jak wyżej, różne rodzaje fejdów pasują. To już kwestia całkowicie indywidualna.

Propozycja 5: French Cropp

Teoretycznie prosta, jednak problematyczna. Krótka grzywka zakrywająca delikatnie czoło najlepiej wygląda w połączeniu z high fade’em. Świetnie nadaje się dla facetów z czołem jak lotnisko, bo wizualnie je skraca. No dobra, ale czemu problematyczna? Niestety, bądź stety włosy muszą się do niej nadawać. Ciężko dobrać odpowiedni produkt, który nada im fajnej tekstury i naturalnie wykończenie. Źle zrobiona, bądź z dobranym nieodpowiednim produktem, sprawi, że będziemy wyglądać jak dziesięciolatek strzyżony od garnka, albo kolega pijaczyna zza wschodniej granicy. Wymaga dość częstego odświeżania.

Także tak to jest, drodzy panowie. Wydaje mi się, że chociaż trochę pomogłem, kilka przykładów zostało podanych, więc już możecie z gotowym pomysłem migusiem lecieć do polecanego barbera w celu zmienienia swojego wizerunku.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Z wykształcenia archeolog. Namiętnie kolekcjonuje wszelakie gadżety oraz kosmetyki do włosów i brody. W wolnych chwilach je pizzę i ogląda seriale wraz ze swoimi buldogami angielskimi.