Inzżynierowie Opla, po premierze najnowszego modelu Insigni Grand Sport, musieli zacierać ręce. Wszyscy prawie jednogłośnie orzekli, że jest to najlepszy samochód w całej historii firmy. Mając z tyłu głowy fakt, że Opel został kupiony przez PSA, i to być może ostatni model stworzony bez ingerencji Francuzów, można odnieść wrażenie, że samochód ma stanowić zwieńczenie dotychczasowego dorobku firmy, pomnik na czterech kółkach.

Auf wiedersehen, Opel! Bonjour, l’Opel!

Opel Insignia

Żródło: Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Zrobiło się trochę patetycznie, co ma się nijak do tego, jak Insignia się zmieniła. Ta królowa menadżerskich flot straciła na wadze nie tylko dosłownie. Masywna sylwetka zmieniała linię na bardziej sportową. Oczywiście trudno, patrząc na Insignię, kojarzyć ją z torem, ale marketingowcy Opla zapewniają, że w wersji GSI będziemy mogli nie tylko zabrać ją na tor, ale i driftować! Swoją drogą ci ostatni muszą ostatnio sporo się nagadać. Przed nimi wielkie wyzwanie, bo właściwie w tym samym czasie na rynku pojawiły się przecież jeszcze VW Arteon i Kia Stinger.

Wszystkie trzy samochody piękne, wygodne i nowoczesne

Wszystkie też teoretycznie w podobnym przedziale cenowym, ale jeśli zaczniemy liczyć, okaże się że Insignia jest bezkonkurencyjna. Zaczyna się od około 100 tysięcy złotych polskich. W najlepszej wersji wyposażenia Elite, z najmocniejszym 260-konnym silnikiem 4×4 kosztuje około 150 tysięcy, a nawet bez dodatkowych bajerów jest już wyposażona w (między wieloma innymi): nawigację, wyświetlacz między zegarami, asystenta utrzymania jazdy w pasie ruchu, aktywny tempomat, czujniki parkowania, system wykrywania pieszych, system unikania kolizji przy małych prędkościach, podgrzewane fotele… Świat i ludzie!

Spróbujcie teraz skonfigurować któryś z konkurencyjnych samochodów z podobnym wyposażeniem, żeby zdać sobie sprawę z tego jak tani jest Opel. Tam gdzie przedział cenowy Insigni się kończy, Arteon i Stinger dopiero się zaczynają (wkrótce będzie dostępna droższa wersja usportowiona – GSI – w cenie od 168 tysięcy złotych). Wygląda na to że Opel w dalszym ciągu będzie dzierżył insygnia królowej flot (ach cóż za kunszt pisarski, analogie takie zabawne…).

Szef długich tras

Do testów dostaliśmy 170-konnego diesla. Miałem pewne obawy, że silnik o tej mocy, w samochodzie tej wielkości to nie będzie wystarczając, żeby cieszyć z jazdy. Okazało się, że zarywanie nocy na zamartwianie się nie miało sensu. Samochód całkiem chętnie się zbierał i dość łatwo można było zapomnieć o jego masie i rozmiarach. Niemcy łagodnie obejdą się także z naszym portfelem podczas tankowania. Samochód, przy bardzo nieekonomicznej jeździe na trasie, palił około 7–8 litrów na 100 km. Przy pojemności baku równej 70 litrów, spokojnie można przejechać trasę Szczecin – Warszawa i jeszcze zostanie. A przypominam, że mówimy o nieekonomicznej jeździe.

Producent twierdzi, że możemy zejść do ok 4 litrów na 100 km, ale trzeba pamiętać, że testy producentów są przeprowadzane w próżni, na drodze bez tarć.

Żródło: Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Po przejechaniu ponad 1000 km ciężko się do czegoś przyczepić. Samochód świetnie nadaje się do dłuższych tras. Fotel ma tyle regulacji, że każdy będzie w stanie znaleźć dobrą pozycję. Mimo że nie była to wersja 4×4, samochód pewnie prowadził się, także w deszczu. Dużo miejsca z przodu, ale i pasażerowie z tyłu nie powinni narzekać. No i samo wnętrze, wykończone dobrymi jakościami materiałami sprawia, że chce się ten samochód w długie trasy zabierać, a podgrzewane siedzenia (także z tyłu), nie zachęcają do wychodzenia w zimniejsze dni, a dodatkowo, w wersji wyposażenia z jasnymi skórami, sprawia wrażenie o wiele droższego niż w rzeczywistości jest.

Urzekła mnie także automatyzacja drobnych rzeczy. Np. po uruchomieniu silnika w chłodne dni, automatycznie włącza się podgrzewanie zajętych miejsc i tylnej szyby. Jak tylko w samochodzie robi się cieplej, oba systemy także automatycznie się wyłączają. Niby drobiazg a cieszy. Przy złożonych siedzeniach bagażnik ma pojemność prawie 500 litrów, więc kilka bibelotów można ze sobą zabrać.

Królowa czy nie, łyżka dziegciu być musi

Oczywiście nie ma samochodów bez wad, także w nowym Oplu kila rzeczy można poprawić. Pierwsze to tylna klapa bagażnika. Całkiem spora i zamykana tylko ręcznie. O ile przeciętnej wielkości facet bez problemu sobie poradzi, to już drobna kobieta może mieć problem. Producent nie oferujew tym przypadku żadnych automatycznych udogodnień.

Druga rzecz to hałas (choć to pejoratywne określenie jest może zbyt surowe; „poziom natężenia dźwięku” będzie sprawiedliwszym określeniem). Przy 140 km/h w samochodzie mogłoby być ciszej. Nie jest uciążliwie głośno, ale jest moim subiektywnym odczuciu głośniej niż np. w Arteonie przy podobnej prędkości. Na pocieszenie warto dodać , że przy wyższych prędkościach wciąż można dość swobodnie rozmawiać – wiem oczywiście od kolegi co w Niemczech po autostradach jeździł.

Trzeci napotkany problem, który być może wynikł z mojej nieumiejętności użytkowania, przez pewną część trasy, w warunkach mżawkowo-dżdżystych miałem problem z ustawieniem klimatyzacji tak, by pozbyć się całkowicie pary z okien. Radziłem sobie ręcznie zwiększając nawiew na szyby, tudzież dogrzewając tylną, ale wolałbym sobie tym głowy nie zawracać prowadząc na autostradzie we mgle.

Last but not least –oprogramowanie

Tutaj o tyle dobrze, że jest szansa na poprawę wraz z kolejną wersją systemu. Asystent utrzymania ruchu radził sobie przez większość czasu nieźle, delikatnie korygując tor (stanowczo nie jest to taka wyrwirączka jak w Seacie czy VW), ale czasami zawodził, zjeżdżając np. na zakratkowany pas. Także aktywny tempomat ma wciąż pole do rozwoju. Miałem wrażenie, że samochód podjeżdża zbyt blisko samochodu poprzedzającego, po czym dość gwałtownie zwalnia, żeby tą odległość zwiększyć. Na tyle gwałtownie, że przy mokrej nawierzchni wolałem sam regulować prędkość. A może po podświadomie wolałem sobie nie odbierać przyjemności prowadzenia.

Opel Insignia

Żródło: Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, fascynuje się fotografią motoryzacyjną i popkulturą. Więcej recenzji samochodów Roberta znajdziecie na jego blogu Na krzywy Lej oraz na Instagramie @Nkl_automotive