Z Pekką mieliśmy spotkać się na warszawskim Festiwalu Wódki i Zakąski. Przygotowując się do rozmowy, na każdym kroku napotykałem na sformułowania typu „wielki człowiek z wielką klasą” albo „wiedzy tego człowieka, dorównuje tylko jego wzrost. I wiecie co? Opisy nawet w połowie nie oddawały postury mojego rozmówcy. Gdy tylko wszedłem na ogromną salę ze stoiskami producentów wódki, od razu wiedziałem, z którym człowiekiem jestem umówiony. Nie wiedziałem tylko jeszcze jednej rzeczy – Pekka jest nie tylko jednym z największych ludzi, jakich spotkałem, ale też z pewnością jednym z najsympatyczniejszych. 

Na początek musimy obalić jeden z najpopularniejszych mitów – nie każda wódka smakuje tak samo, prawda?

Umówmy się – to tak jakby powiedzieć, że wszystkie wina smakują jednakowo. Po pierwsze wszystko zależy od tego, z czego zrobiony jest trunek. Inaczej będzie smakowała wódka z ziemniaków, a inaczej z żyta. Nie mam na myśli subtelnych różnic. Jestem przekonany, że z łatwością odróżniłaby je od siebie nawet osoba, która nigdy nie piła wódki. Po drugie musimy pamiętać o głównym składniku każdej wódki – wodzie. Jako, że stanowi ona ponad połowę składu każdej wódki, trudno żeby nie miała wpływu na jej smak. Ma i to ogromny! W dużej mierze to właśnie za sprawą wody, wódki z różnych krajów smakują inaczej.

Czy w takim razie powinniśmy pić je na różne sposoby?

Oczywiście. Każdy barman, nawet ten najmniej doświadczony, wie, że wszystkie wódki można umieścić na skali intensywności smaku. To właśnie od tego, jak ciężka i intensywna w smaku jest wódka, zależy sposób, w jaki powinniśmy ją pić. Wyobraź sobie, że do lekkiego drinka ze świeżymi owocami dodajesz silnie alkoholową wódkę. Ona zabije wszystkie inne smaki. Do nich o wiele lepiej pasują lekkie, delikatne wódki, które dopełnią kompozycji i wydobędą owocowe smaki. Z drugiej strony istnieje wiele wódek, które najlepiej smakują sauté albo on the rocks. Jeśli ktoś lubi intensywne smaki, szczerze polecam połączyć dobrą, ciężką wódkę ze szczyptą chilli. Papryczka doskonale wydobędzie wszystkie „niealkoholowe” aromaty wódki.

W Polsce panuje bardzo silne przekonanie, że wódkę należy pić jak najzimniejszą. Zgadzasz się z tą zasadą?

Ten mit panuje nie tylko w Polsce. W rzeczywistości wódka najlepiej smakuje, gdy pije się ją odrobinę schłodzoną.

Schłodzoną, czyli…?

Powiedziałbym, że idealna temperatura to około 15 stopni Celsjusza. Oczywiście, jeśli wybierzemy się na profesjonalną degustację wódki, na pewno podadzą nam ją w temperaturze pokojowej. Jednak, kiedy sam mam ochotę na odrobinę wódki w domowym zaciszu, zwykle wybieram lekko schłodzoną. Dlaczego? Bo taka właśnie mi smakuje i najprościej ją przygotować. Metoda jest prosta. Po pierwsze zawsze mam jeden kieliszek w zamrażalniku. Dzięki temu nie muszę czekać, aż schłodzi się cała butelka. Po prostu wyjmuję kieliszek, nalewam wódkę w temperaturze pokojowej i daję jej kilka chwil na ochłodzenie. To też najlepsza metoda na pierwszą ocenę nowej wódki. Jeśli tak przygotowana smakuje kiepsko, jest duża szansa, że nic jej nie uratuje.

Kiedy poznawaliśmy się kilka chwil temu, ktoś przedstawił cię jako barmana, a ty odpowiedziałeś, że nie jesteś barmanem, tylko miksologiem. Na czym polega różnica?

Pierwsza i najważniejsza – barman powinien mieć brodę, miksolog musi ją mieć. Tutaj moglibyśmy zakończyć! Oczywiście żartuję. W rzeczywistości do wyjaśnienia różnicy lubię posługiwać się przykładem wynalazcy i inżyniera. Ten pierwszy stara się wymyślić nowe przedmioty, które odpowiedzą na potrzeby ludzi. Drugi natomiast stara się wprowadzić w życie pomysły wynalazcy. Podobnie jest z barmanem i miksologiem. Oczywiście, bardzo często miksolog sam jest też barmanem. Wiedza barmańska jest mu potrzebna, żeby umiejętnie łączyć alkohole w nowe smaki, ale to nie jest główny aspekt jego pracy. Pomimo tego, że mógłbym stanąć za barem (i bardzo to lubię!), moją pracą jest wynajdywanie nowych połączeń smaków i alkoholi.

Jak wygląda normalny dzień twojej pracy?

W dużej mierze tak jak dzisiaj. Dużą częścią moich obowiązków jest reprezentowanie marki na wydarzeniach podobnych do tego. Oczywiście, są też takie dni, w których pracuję w biurze. Moi znajomi śmieją się, że jest to jedyne biuro na świecie, w którym oprócz biurka i foteli, znajduje się w pełni wyposażony bar. Żarty żartami, ale to właśnie przy nim wymyśliłem wiele ze swoich ulubionych drinków.

Przyznam, że czuję się trochę zawiedziony. Miałem nadzieję, że zamykasz się w sekretnym laboratorium z gromadą naukowców i próbujesz wymyślić wódkę na nowo.

Niestety w rzeczywistości wygląda to trochę mniej ekscytująco. Dużo czasu poświęcam na podróże i szkolenia dla barmanów. Tłumaczę na nich, w jaki sposób mieszać alkohole tak, by trafić w gusta różnych klientów. Jedni wolą łagodne smaki, inni bardziej intensywne. Dobry barman potrafi przyrządzić coś ciekawego dla każdego.

Z tego, czego się dowiedziałem, zdecydowaną większość swojej wiedzy o alkoholach zdobyłeś samodzielnie. Masz jakieś porady dla przyszłych znawców trunków?

Tak, jedną. Podróżujcie. Kiedy byłem na studiach, istniały już bilety kolejowe InterRail. Ich zasada jest prosta. Kupowałeś raz i mogłeś przemieszczać się wszystkimi pociągami w Europie przez określony czas. Mogę spokojnie powiedzieć, że właśnie dzięki tym biletom zdobyłem sporą część swojego doświadczenia. Wystarczyło zapakować plecak i wszystkie miasta stały przede mną otworem. Jednego dnia pijesz na Węgrzech, drugiego w Austrii, a trzeciego jesteś już we Włoszech. To bardzo ułatwiało próbowanie różnych napojów i porównywanie ich ze sobą.

Sam podkreślasz, że podziwiasz Polaków za podejście do alkoholu. Z której części kultury picia alkoholu możemy być szczególnie dumni?

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Polacy płynnie przechodzą przez zjawisko, które w świecie piwnym nazywane jest kraftową rewolucją. Ten trend jest też zauważalny w świecie wódki i właśnie na przykładzie Polski widać to doskonale. Coraz częściej klienci nie tylko wiedzą, na co mają ochotę, ale też zadają sobie trud, żeby to znaleźć. Właśnie dlatego takie wydarzenia jak to, na którym się znajdujemy, mają rację bytu. Wydaje mi się, że Polacy zaczynają dostrzegać, że wódka jest nie tylko dodatkiem do drinków albo sposobem na szybkie poczucie wpływu alkoholu na organizm, ale też może być smakowana jak inne alkohole.

Na koniec najważniejsze pytanie – jaki jest twój ulubiony drink?

Nie uwierzysz, ale dawno nie słyszałem tego pytania. Mam dwa drinki, które lubię najbardziej. Pierwszy to Gazpacho. Wiele osób, gdy mówię im, że lubię mieszać wódkę z pomidorami, odpowiada – „to się nazywa Bloody Mary. Ja jednak robię to inaczej. Przygotowuję naprawdę dobre gazpacho (hiszpańska zupa z pomidorów, podawana na zimno – przyp. red.), nalewam je do wysokiej szklanki i dodaję spory kieliszek wódki. 

A drugi?

Oczywiście Vodka&Martini. Tylko dwa składniki, ale to jeden z najtrudniejszych drinków do przyrządzenia. Chcesz sprawdzić umiejętności barmana? Poproś go o ten jeden konkretny drink. Jest naprawdę mało barów na świecie, które potrafią zrobić go właściwie. Właśnie dlatego, że nic się w nim nie ukryje. Jeśli nie schłodziłeś wcześniej szklanki, właśnie zepsułeś Vodka&Martini. Jeśli dodasz lodu, który rozcieńczy drink, właśnie zepsułeś Vodka&Martini. Jeśli w naczyniu do miksowania znajdą się resztki poprzedniego napoju, właśnie zepsułeś Vodka&Martini.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego Sztos.pl, dziennikarzem i copywriterem. Publikował m.in. w „Focusie” i „Fit&Formie”. Jeśli akurat nie pisze, a to zdarza się rzadko, gra amatorsko w piłkę nożną i parzy kawę. W życiu trzyma się tylko jednej sprawdzonej zasady – jeśli chcesz poznać miasto, poznaj jego kawiarnie. Insta @oldfashionedlad