18 października minie pół wieku od wydarzenia, które zdumiało cały sportowy świat. Przecież to nie był po prostu najlepszy skok w konkursie. To nie był nawet banalny rekord świata. To było przeniesienie w inny wymiar nie tylko jednej z lekkoatletycznych konkurencji, ale także naszej wiedzy o możliwościach człowieka.

Przeskoki

Rekord świata w skoku w dal zaczęto oficjalnie odnotowywać w 1901 roku. Pierwszy rekord (7,61 m Irlandczyka O’Connora) przetrwał aż 20 lat. Potem najlepsze wyniki były poprawiane o kilka-kilkanaście centymetrów. Istotny przeskok nastąpił dopiero w 1935 roku, gdy Jesse Owens złamał barierę ośmiu metrów (8,13 m). Rezultat późniejszego bohatera Igrzysk Olimpijskich w Berlinie przetrwał na czele tabeli najlepszych wyników aż do 1960 roku!

Potem rekord był poprawiany już dość często, aż do wyniku 8,35 m. Tyle osiągnęli Amerykanin Ralph Boston w 1965 roku i reprezentujący Związek Radziecki Igor Ter-Owanesian dwa lata później.

To był lot, a nie skok

Obaj rekordziści przystępowali do konkursu olimpijskiego w Mexico City z nadzieją na wywalczenie medalu. Faworytem do zdobycia złota był jednak Bob Beamon. Amerykanin miał świetną „życiówkę” (8,33 m), ale przemawiała za nim przede wszystkim wspaniała passa – w 1968 roku wygrał 22 z 23 konkursów, w których brał udział.

I nie trzeba było długo czekać, aż udowodni swoją wyższość. Już w pierwszej kolejce oddał bajeczny skok, który wykraczał poza wyobraźnię nie tylko kibiców, ale i organizatorów, którzy przy skoczni umieścili miarkę jedynie do odległości 8,60 m. Wynik zmierzony stalową taśmą okazał się lepszy o 30 centymetrów!

Niemcowi Beerowi do wywalczenia srebrnego medalu wystarczył wynik 8,19 m. Dotychczasowi rekordziści świata skoczyli jeszcze krócej. Cóż to miało jednak za znaczenie wobec tego, co zrobił zwycięzca? Przecież Beamon właśnie wskoczył do historii!

Skok niemożliwy

Jak to się stało? Czy to w ogóle możliwe? Czy tam nie wiał zbyt silny wiatr? Czy dwaj sędziowie dobrze odczytali cyferki na metalowej miarce?

Pamiętajmy, że skok został oddany nie podczas regionalnych zawodów odbywających się bez obecności widzów i dziennikarzy, ale na wypełnionym stadionie, podczas największej imprezy sportowej, w świetle fleszy, pod okiem kamer. Oczywiście pomyłki, a nawet oszustwa, mogą się zdarzyć i w takich okolicznościach Przecież w 1987 roku gospodarzom mistrzostw świata w Rzymie udało się zawyżyć wynik Włocha Evangelisti o ok. 50 centymetrów! Żadne analizy nie wskazują jednak na błąd podczas wyczynu Beamona.

W historii sportu było tylko kilku zawodników, którzy na zawsze zmieniali swoje dyscypliny. Bob Beamon z pewnością był jednym z nich.

Co pomogło?

Na pewno sprzyjającą okolicznością było zorganizowanie olimpijskich zawodów w Mexico City, mieście leżącym na wysokości ponad 2000 m n.p.m., gdzie rozrzedzone powietrze stawiało mniejszy opór. Ale przecież dotychczasowy rekordowy skok Ter-Owanesiana też został oddany w Meksyku, a był gorszy aż o 55 centymetrów!

Pomogła też z pewnością, zastosowana po raz pierwszy na igrzyskach, tartanowa nawierzchnia rozbiegu. Ale syntetyczna bieżnia stała się od tego momentu standardem i nawet współcześnie nie wystarcza, aby doskoczyć do fantastycznego wyniku sprzed pół wieku.

Cóż, może po prostu to był taki magiczny moment, gdy wszystko sprzyja, gdy wszelkie bariery tracą znaczenia, gdy wszystko się udaje. I wtedy staje się coś, co przerasta nasze wyobrażenia i nadzieje.

Skok do chałupy

Wynik Beamona działał na wyobraźnię. Mało kto wierzył, że jest on możliwy do pobicia. Na pewno nie wierzył w to Stanisław Tym. Polski aktor i satyryk wybudował nad Wigrami dom, którego szczytowa ściana liczy 890 centymetrów, i zapowiedział, że kto budynek przeskoczy, będzie mógł w nim zamieszkać.

Tylko jednemu się udało

Szczęśliwie dla Stanisława Tyma lekkoatletyczne mistrzostwa świata w 1991 roku odbyły się nie na Mazurach, ale w Tokio. I tam właśnie, po 23 latach, rekord Beamona został pobity. Mike Powell skoczył o 5 centymetrów dalej.

Komu jeszcze udała się taka sztuka? Nikomu! Do dzisiaj rezultat Beamona sprzed pół wieku jest drugim wynikiem w historii! Bo choć dopiero rok później zrobiono „mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości”, to właśnie w październiku 1968 roku człowiek oddał kosmiczny skok w XXI wiek. A może i w wiek XXII.

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Z zamiłowania kibic i turysta. Uwielbia Hiszpanię, Włochy i klub SSC Napoli. Publikował m.in. w „Focusie” i „Focusie Historia”.