Jeszcze kilka lat temu nasz rynek VOD przedstawiał się naprawdę mizernie. Oferta była słaba i to na kilku płaszczyznach: kiepskie biblioteki treści, wysokie ceny, niedociągnięcia techniczne. Polskie serwisy pozostawiały wiele (!) do życzenia, a zagraniczne jakoś nie biły się o widzów nad Wisłą. Ludzie, ci bardzo zdeterminowani, musieli kombinować, by korzystać z tych platform. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać i dzisiaj wygląda już całkiem nieźle. A z zapowiedzi wynika, że konkurencja będzie rosła. Nie pozostaje nic innego, jak przygotować się na klęskę urodzaju…

Disney Plus i Hulu w jednym stali domu

Nie było wielkim zaskoczeniem, gdy jakiś czas temu pojawiły się oficjalne zapowiedzi uruchomienia platformy Disney Plus. Od dłuższego czasu było wiadomo, że amerykański gigant powalczy o rynek VOD własną platformą streamingową. Efekt będzie m.in. taki, że z platformy Netflix znikną materiały tego gracza. Ten proces już możemy obserwować. Jeżeli z pomocą Netfliksa wracaliście np. do produkcji spod szyldu Marvela, to… zacznijcie się od tego odzwyczajać.

Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem, że w pierwszy dzień świąt na platformie wyląduje „Thor: Ragnarok”, ale jednocześnie zdałem sobie sprawę z tego, że w przyszłości filmy z tego uniwersum będą dostępne w innym miejscu. Tym, za które dodatkowo zapłacę.

Sprawa z Disneyem jest o tyle ciekawa, że pod swoimi skrzydłami ma on już jedną platformę streamingową: Hulu. Serwis początkowo miał kilku wielkich „ojców”, ale większość udziałów niebawem trafi w ręce twórców Myszki Miki. Mniejszościowi udziałowcy pewnie zechcą wyjść z tego interesu i Disney zostanie z nim sam. Dojdzie zatem do sytuacji, w której korporacja będzie budować i promować dwa duże serwisy. Bo już zapowiedziano, że Hulu przetrwa. Jeżeli zechce z nich uczynić silnych graczy o globalnym zasięgu (a na to wygląda), wyda na ten cel grube miliardy dolarów. Na biednego nie trafiło, ale ryzyko, że plan się wysypie i tak istnieje.

Ciekawe, czy w pakiecie będzie taniej…?

Opowieści podręcznej Hulu

Również należący do Disneya serwis streamingowy Hulu wyprodukował m.in. wielokrotnie nagradzane „Opowieści podręcznej”. (Fot. Hulu)

Nie dwa, nie trzy, ale… ile będzie tych serwisów?

Mamy, a raczej będziemy mieli, dwa serwisy korporacji Disney. Oba powinny się pojawić w Polsce. Prawdopodobnie już w przyszłym roku. Nie będzie jednak tak, że te platformy przetrą szlak. Przecież od kilku lat umacnia się u nas Netflix. Niedawno „uwolniono” też HBO GO, na które klient może się zdecydować bez podpisywania umowy na kablówkę. Mało? No to dorzucam Showmax i Amazon Prime Video. Też działają od Bałtyku po Tatry. I nie trzeba kombinować, by zaznać tego luksusu. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko podpiąć kartę płatniczą.

Na tych serwisach się nie skończy, pojawią się kolejne. Przywołany już Amazon ma przecież pod skrzydłami platformę Twitch, którą może powalczyć o rynek. Olbrzymią pozycję zdobył YouTube należący do Google i jest jasne, że plany dotyczące tego serwisu są ambitne i dalekosiężne. O swój kawałek tortu powalczą Apple czy Facebook, które zamierzają inwestować (już to robią) w treści wideo. Nie można też zapominać o starych wyjadaczach z rynku medialnego. Część z nich pójdzie śladem Disneya.

O naszą uwagę powalczą też polscy gracze. I nagle może się okazać, że fajnie byłoby mieć około 10 serwisów. Wtedy będzie „bezpiecznie”, człowiek uzyska dostęp do wszystkich „gorących” treści. Gdy usłyszy od kolegi z pracy, że Netflix zrobił świetny serial (znowu), gdy przeczyta na jakimś portalu, że Amazon rozwalił system doskonałym dokumentem, kiedy dowie się w mediach społecznościowych, że Showmax poszerzył ofertę o wybitny film, który będzie dostępny tylko tam, to za każdym razem na twarzy może się pojawić wyraz ulgi: na szczęście mam dostęp do tej biblioteki…

Od przybytku głowa boli

Im więcej myślę o tej klęsce urodzaju, tym głębiej chowam portfel. Bo wiem, że prędzej czy później zacznę płacić za kolejny serwis. Fajnie jest wrócić czasem do „Gwiezdnych wojen” czy filmów Marvela, a te będą dostępne na podwórku Disneya. Ale mylą się ci, którzy myślą, że będzie to jedyna świątynia, np. dla fanów komiksów. Przecież właśnie budowane jest DC Universe – to tam udadzą się m.in. fani Batmana. Oczywiście aby wejść i skorzystać z poszerzanej biblioteki treści, będą musieli opłacić abonament. Z zapowiedzi wynika, że tanio nie będzie.

Marvel Disney Plus Netflix

Powstanie Disney Plus oznacza pożegnanie bohaterów uniwersum Marvela z Netfliskem. (Fot. Marvel)

Nie jestem użytkownikiem telewizji kablowej, ale wiele wskazuje na to, że za jakiś czas będę budował pakiety złożone z serwisów VOD. Kto wie, może komuś uda się je zebrać do kupy i sprzedawać łącznie w lepszej cenie? Wieszczono kres kablówki, a tymczasem okazuje się, że dystrybucja treści wideo po prostu zmienia formę. Kiedyś w pakiecie premium były kanały filmowe, dzisiaj będą serwisy z serialami i filmami z komiksowego świata.

Ktoś powie: nie chcesz, nie płać – w czym problem? I z jednej strony ma rację. Ale potem może się okazać, że w gronie znajomych nie mogę się włączyć do rozmowy, bo nie widziałem żadnego z seriali, które przywołali. A nie można ich zobaczyć nigdzie poza platformą, która zamówiła dany tytuł. Już nie będzie tak, że film czy serial po kilku latach pojawi się w stacjach telewizyjnych, trafi do konkurencji. Ta ekskluzywność może kiedyś zaboleć. Będą i tacy, którzy zabawią się w karuzelę: w lutym płacę za serwis X, w marcu przerzucam się na Y, w kwietniu na Z. Bo da się zrezygnować z usługi. Niby można, lecz nie dla mnie takie zabawy. Szybko bym się w tym pogubił.

Walka ceną i jakością

Szef korporacji Disney Bob Iger już zapowiedział, że dostęp do serwisu z dopiskiem Plus będzie tańszy, niż dostęp do Netfliksa. Gdyby się okazało, że klienci odpływają od tej ostatniej platformy do konkurencji, pewnie i ona obniży ceny. Starcie na tym polu może nabrać rumieńców, gdy dołączą inni gracze. Z punktu widzenia klienta sytuacja wymarzona.

Teoretycznie dobrą informacją będzie też walka na jakość i rozmiar oferty. Wy macie 100 seriali i 1000 filmów? My to dublujemy. Użytkownik trzech platform nie powie już, że nie ma w nich niczego ciekawego. Dojdzie raczej do sytuacji, gdy klient nie będzie wiedział, na co się zdecydować. Wybrać na wieczór film A, B, C czy D? Rozpocząć ten serial czy któryś z dziesiątki odłożonych „na potem”. Treści, także tych dobrych, będzie szybko przebywać. Ale nasza doba nie ulegnie wydłużeniu. Zaczniemy cierpieć z powodu nadmiaru solidnej rozrywki. Pewnie już dzisiaj część z Was spędza długie chwile na przeglądaniu biblioteki Netfliksa czy HBO Go i zastanawianiu się, której pozycji poświęcić cenne dwie godziny.

Na nowej platformie Disney Plus znajdą się m.in. wszystkie filmy z serii „Gwiezdnych wojen”. (Fot. Materiały prasowe)

Zapłacą firmy, zapłacę i ja

Twórcy filmów, seriali i programów wszelkiej maści oczywiście na tym zyskają, do branży popłynie znacznie szerszy strumień pieniędzy. Firmy będą walczyć o uznanych czy dobrze rokujących reżyserów, scenarzystów i aktorów. Kolejny impuls do rozwoju. Jeśli jednak w biznes będą pompowane gigantyczne pieniądze, serwisy VOD zostaną zmuszone do prowadzenia wojen cenowych, a ostatecznie część klientów zabawi się w karuzelę z zawieszaniem usługi na kilka miesięcy, to po kilku latach może się okazać, że przynajmniej część graczy ma spore problemy. Ten interes nie będzie się spinał.

Fajnie, że Netflix inwestuje miliardy dolarów w swoje produkcje, ale czy za pięć lat będzie na tym zarabiał? Trzeba pamiętać, że dzisiaj ta firma funkcjonuje wyłącznie dzięki wpływom z subskrypcji. To nie Disney czy Apple siedzące na górach dolarów i posiadające zdywersyfikowane źródła przychodów. W pewnym momencie może się okazać, że to eldorado zamienia się w koszmar. To już jednak problem graczy z tego rynku. Ja będę miał swoje zmartwienia.

Najzabawniejsze (o ile można to rozpatrywać w tych kategoriach) będzie to, że nawet jeśli zdecyduję się na opłacanie abonamentu w 5 czy 10 serwisach, nie ma pewności, że w którymś z nich znajdę film, na obejrzenie którego przyjdzie mi ochota. Może się okazać, że on jest w jeszcze innej bibliotece (i tylko tam), a za wypożyczenie muszę zapłacić 20 zł. Nie wiem, czy o taki postęp chodziło.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Lubi gotować i jeść, interesuje się przeszłością i przyszłością. Jeśli akurat nie pisze, pewnie siedzi w kinie.