Gracze co roku mają ten sam problem. Nadchodzi jesień i do sklepów trafiają dwie wysokobudżetowe produkcje poświęcone piłce nożnej. Amerykańskie Electronic Arts oferuje cykl „FIFA”, liczący już grubo ponad 20 lat. Japońskie Konami z kolei promuje „Pro Evolution Soccer”, który – jeśli uwzględnić poprzedzającą go serię „International Superstar Soccer” – wcale nie jest wiele młodszy. Po którą grę sięgnąć? Która z nich zaoferuje lepszą zabawę? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta.

Odrobina historii

Kiedyś było inaczej. Kilkanaście lat temu to „Pro Evolution Soccer” uchodziło za lepsze, ciekawsze i bardziej realistyczne. Olśniewała zwłaszcza płynność rozgrywki oraz efektowność akcji przeprowadzanych przez wirtualnych zawodników. W porównaniu z konkurencją „FIFA” była wolniejsza, sztywniejsza, jakby bardziej przewidywalna. Jednak z czasem zaległości nadrobiła. Ba, to ona stała się liderem gatunku. Oferowała masę zespołów o prawdziwych nazwach i oryginalnych nazwiskach zawodników, ciekawe tryby menedżerskie, różnego typu innowacje uatrakcyjniające rozgrywkę. Do tego jeszcze świetną grafikę. To „FIFA”, a nie „Pro Evolution Soccer” królowała na turniejach e-sportowych.

Przed kilku laty pojedynek zaczął się wyrównywać. Dziś naprawdę trudno jest jednoznacznie stwierdzić, która gra jest lepsza. Obie są bardzo dobre. Obie też skierowane są do nieco innego typu użytkownika. Musisz zastanowić się, jakiego typu graczem jesteś i czego oczekujesz po wirtualnej piłce nożnej. Jeśli odpowiedz sobie na to pytanie, będziesz mógł szybko wybrać ten tytuł, który pełniej zaspokoi twoje potrzeby.

Technikalia

Gry wyglądają świetnie. Obie z daleka można pomylić z transmisją telewizyjną. Z bliska widać już niedoróbki, których w realnym życiu nie ma. Nieco sztywne ruchy, niespasowane animacje, drobne detale przypominające, że to wciąż tylko gry. Okazuje się wówczas, że pod względem technicznym „FIFA 19” jest odrobinę ładniejsza. Zawodnicy zachowują się naturalniej, bardziej miękko poruszają się na nogach, nawet ich ewentualne starcia wyglądają lepiej. Zdecydowanie ciekawiej wypada też angielski komentarz. „PES 19” nadrabia chociażby wyglądem stadionów, które wydają się bardziej klimatyczne. To biedniejsza gra, nie ma co ukrywać, ale podczas zabawy różnica nie jest aż tak duża, jakby tego chcieli prześcigający się w wyszukiwaniu różnic YouTuberzy.

Trudno wyobrazić sobie lepszą pogodę do gry w piłkę. Prawda?

Licencje

Niektórzy gracze chcą widzieć na ekranie znane sobie drużyny czy zawodników, których podziwiają na co dzień. Sprawia im to znacznie większą frajdę niż kierowanie anonimowymi ekipami typu Man Red czy Man Blue. Takim osobom „FIFA 19” oferuje o wiele więcej. Kilkadziesiąt lig, około siedmiuset drużyn, parę tysięcy zawodników, wreszcie rozgrywki UEFA, które dotąd miała konkurencja. W dodatku wielu kopaczy wygląda niemal dokładnie tak samo jak prawdziwi piłkarze! „FIFA” to również siedemdziesiąt wiernie odtworzonych stadionów.

Na tym polu „Pro Evolution Soccer” zostaje daleko w tyle. Oferuje zaledwie dziewiętnaście aren, do tego garść prawdziwych zespołów takich jak Barcelona, Liverpool, Arsenal, Milan, Monaco czy Inter. Nie ma już Borussi Dortmund, jest za to Schalke. No i są ligi, niech będzie. Mniej ważne ligi, w tym argentyńska, portugalska, szkocka, rosyjska, ale już nie polska. Dobrze chociaż, że system kreowania wyglądu zawodnika jest w „PES 19” znakomity.

To przyjęcie zna cały świat. Nie do podrobienia.

Tryby

Tu niewiele można wymyślić nowego. „FIFA 19” korzysta z posiadanych licencji, a więc prócz standardów typu pojedynczy mecz czy turniej oferuje rozgrywki UEFA Champions League w pełnej oprawie. Do tego dochodzą różnego typu udziwnienia, chociażby tryb survival, w którym traci się zawodników po strzeleniu gola (bardzo fajna rzecz), czy też możliwość pokierowania karierą trzech młodziaków. „PES 19” nadrabia braki lepszym trybem menedżerskim, dającym więcej profesjonalnych opcji. To właśnie tu najbardziej boli brak licencji. Ale i tak zabawa jest przyjemna.

Myślicie, że to trio zawładnie piłką za kilka lat?

Mięso, czyli mecz

W obu przypadkach model rozgrywki przeszedł jedynie niewielkie zmiany. W „FIFA 19” nieco lepiej niż dotychczas zachowują się napastnicy, zwłaszcza ci sterowani przez sztuczną inteligencję. Mimo to w „PES 19” zawodnicy nadal chętniej wychodzą na pozycję. Innymi słowy zawsze znajdzie się ktoś, kto znalazł się w odpowiednim miejscu i czeka na piłkę. Nowy Active Touch System z gry Electronic Arts pozwala między innymi sprawniej zaczynać kontrataki, w ogóle upłynnia zabawę.

„FIFA” daje większą kontrolę nad piłką. Niestety, przekłada się to na trudniejsze sterowanie. W „PES 19” przeprowadzenie wymarzonej akcji jest prostsze i przyjemniejsze do wykonania. Sama gra jest dzięki temu nieco bardziej dynamiczna. I chyba przyjemniejsza, choć znam takich, którzy broniliby produkcji Electronic Arts jak własnego dziecka. Albo przynajmniej własnego chomika.

Podsumowanie

W ciągu minionego roku gry zmieniły się, ale tylko odrobinę. Niewątpliwie są lepsze, aktualniejsze, ładniejsze, ale też wciąż mocno trzymają się swoich okopów. Współistnieją, a niekoniecznie rywalizują. Kto lubił poprzedni „PES”, nową odsłoną nie będzie zawiedziony. Kto wolał konkurencję, wybierze właśnie ją. Nie ma powodu, by zmieniał stronę. A co z graczami, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z wirtualną piłką nożną? Cóż, oni muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wolą ciut lepszy wygląd i masę licencji czy też ciut przyjemniejszą zabawę anonimowymi piłkarzami. Ale tylko ciut przyjemniejszą. Ciut!

Autor jest felietonistą Sztos.pl, przetłumaczył ponad sto książek i pracował w wielu redakcjach. Prywatnie zdecydowanie bardziej wierny – ceni kino, książki, koty oraz (wyjątkowo nie na K) – gry video.