„Lewy” znalazł się w ogniu krytyki po nieudanych dla naszej reprezentacji mistrzostwach świata. Również w klubie nie wszystko idzie tak, jak powinno. Ostatnio o Bayernie mówi się głównie w kontekście porażek, nieporozumień trenera z częścią piłkarzy i niezadowolenia gwiazd. Nagle na drugi plan zeszło to, co najważniejsze: zdobywane gole i punkty. A przecież Robert Lewandowski w dziewięciu występach ligowych zanotował 5 goli i 3 asysty, cztery kolejne bramki dorzucił w dwóch meczach o puchar i superpuchar Niemiec, a w ostatnich dniach awansował na siódme miejsce (ex aequo z legendarnym Alfredo di Stefano) w tabeli najlepszych strzelców w całej historii Ligi Mistrzów i wcześniejszego Pucharu Europy! Ech, rozpieścił nas napastnik z Monachium, skoro bez specjalnych emocji odnotowujemy taki dorobek.

Jest miejsce dla innych

Okazuje się jednak, że nie jesteśmy skazani wyłącznie na narzekanie i szukanie dziury w całym. Skoro popisy Lewandowskiego przestały rzucać nas na kolana, możemy przenieść swoją uwagę chociażby na klub z Wolfsburga. I wcale nie po to, żeby liczyć mecze Kuby Błaszczykowskiego spędzone na trybunach. Oto bowiem nową gwiazdę mamy teraz w żeńskiej drużynie „Wilków”!

Ewa Pajor przed kilkunastoma dniami strzeliła trzy gole w ligowym meczu przeciwko Bayerowi Leverkusen. Można pomyśleć, że to jednorazowy wyskok, że rywal słaby, że zwykły fuks. Rzeczywiście, dysproporcja sił między dwiema drużynami była oczywista, bo mecz zakończył się wynikiem 7:0. Ale i wyczyn naszej zawodniczki wcale nie był zaskakujący i przypadkowy. W tym sezonie Polka zagrała dotychczas w pięciu meczach Bundesligi i zdobyła w nich… 12 bramek! Jakby tego było mało, dwie kolejne strzeliła w Lidze Mistrzyń.

Dominatorki

Wysokie zwycięstwo drużyny z miasta Volkswagena też nie jest zaskoczeniem. Wolfsburg to w żeńskiej lidze prawdziwa potęga. Po ośmiu kolejkach ma na koncie komplet punktów i imponujący bilans bramkowy 34:1. Nic dziwnego, że nawet taka pogromczyni rywalek, jak Ewa Pajor, nie zawsze znajduje się w składzie. Tak było chociażby po wspomnianym wyżej hat-tricku. Kolejny mecz nasza zawodniczka spędziła na ławce rezerwowych i stamtąd obserwowała, jak jej koleżanki wygrywają z Duisburgiem – w wyjątkowo skromnym rozmiarze 2:1. Wcześniej wszystkie ligowe rywalki inkasowały co najmniej trzy gole i nie miały szansy, by zdobyć w ramach rewanżu choć jednego. Dość powiedzieć, że wiceliderki, a zarazem wicemistrzynie kraju z Bayernu Monachium przegrały aż 0:6.

Ewa Pajor

Ewa podczas meczu ze Slavią Praga (Fot. El Loko Sports)

Od zwycięstwa do zwycięstwa

Wolfsburg dominuje w lidze od kilku lat. W dwóch poprzednich sezonach drużyna zdobywała tytuł mistrzowski. W ostatnich siedmiu latach wygrywała Bundesligę łącznie cztery razy, a trzykrotnie zajmowała w niej drugie miejsce.

Drużyna należy także do ścisłej czołówki europejskiej. W sezonach 2012/13 i 2013/14 wygrała Ligę Mistrzyń. W kolejnych czterech edycjach dochodziła co najmniej do ćwierćfinału tych rozgrywek i za każdym razem przegrywała z rywalkami z Francji. Tak było m.in. w maju br., gdy na stadionie w Kijowie Wolfsburg przegrał po dogrywce z Lyonem.

W dobrym towarzystwie

I w takiej właśnie drużynie znakomicie spisuje się nasza zawodniczka. Ewa Pajor dopiero 3 grudnia skończy 22 lata, ale w Wolfsburgu gra już czwarty sezon. Po przejściu z Medyka Konin powoli oswajała się z Bundesligą. W pierwszym roku zagrała w siedmiu meczach, ale na boisku spędziła łącznie tylko 124 minuty. Czasu wystarczyło jedynie na zdobycie debiutanckiej bramki. W kolejnych sezonach Polka grała coraz więcej. Zdobywała też pokaźniejsza liczbę goli: pięć w rozgrywkach 2016/17 i cztery rok później (wówczas dodała cztery trafienia w Lidze Mistrzyń).

Obecne rozgrywki są zatem już teraz rekordowe. A z jakim dorobkiem Ewa Pajor zakończy sezon? Cóż, to zależy nie tylko od niej, ale i od trenera. To przecież on decyduje, czy najlepsza strzelczyni ligi (z wynikiem dwukrotnie lepszym od wiceliderki klasyfikacji) zagra w kolejnych meczach, czy też spędzi je na ławce rezerwowych.

Nie tylko Pajor

Warto wiedzieć, że nie tylko snajperka z Bundesligi reprezentuje naszą żeńską piłkę w europejskiej czołówce. Od kilku lat bramki Paris Saint Germain strzeże Katarzyna Kiedrzynek. W barwach francuskiej drużyny dwa razy zagrała w finale Ligi Mistrzyń. Choć akurat decydujących meczów zapewne nie wspomina zbyt miło. W sezonie 2014/15 została pokonana w doliczonym czasie meczu z Frankfurtem. Dwa lata później nie dała się już pokonać ani przez 90 minut, ani w dogrywce. Niestety, w ósmej kolejce rzutów karnych zdecydowała się na występ w roli strzelczyni. Nie pokonała bramkarki Lyonu, a po chwili nie potrafiła zrewanżować się koleżance po fachu i to rywalki świętowały sukces.

Swoją przedstawicielkę mamy także w Serie A. Aleksandra Sikora w poprzednim sezonie zdobyła w barwach Brescii wicemistrzostwo Włoch. Po zlikwidowaniu drużyny przeniosła się do Juventusu, czyli ekipy mistrzyń. Wprawdzie „Zebry” z Polką w składzie odpadły z Ligi Mistrzyń już w 1/16 finału, ale warto zaznaczyć, że drużyna istnieje… dopiero od roku. Kto wie, może wkrótce Aleksandra Sikora przyczyni się do budowy równie silnej ekipy, co ta prowadzona po sąsiedzku przez Massimiliano Allegriego.

Kiedy będzie cała drużyna?

Nasza żeńska reprezentacja zajmuje 35. miejsce w światowym rankingu i nigdy jeszcze nie awansowała do którejkolwiek z imprez mistrzowskich. Nie powiodło jej się również w ostatnich eliminacjach do mistrzostw świata, w których została wyprzedzona przez Szkotki i Szwajcarki.

Póki co pozostaje nam zatem śledzenie występów pojedynczych polskich zawodniczek. A są to występy spektakularne!

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Z zamiłowania kibic i turysta. Uwielbia Hiszpanię, Włochy i klub SSC Napoli. Publikował m.in. w „Focusie” i „Focusie Historia”.