Rzeczywiście – zmianę wymusiła firma z jabłkiem w logo. O czym mowa? O karcie eSIM, która zmieni to, jak korzystamy z telefonów.

Zamiast kawałka plastiku

Karta SIM to przeżytek. Jej pierwsze egzemplarze trafiły na rynek w 1991 roku. Co prawda sama karta przechodziła ewolucje, stopniowo zmniejszając swoje rozmiary, ale jej użyteczność za bardzo się nie zmieniła. Młodszym czytelnikom warto przypomnieć, że pierwsze karty SIM miały rozmiar współczesnej karty płatniczej. Za sprawą iPhone 4 świat poznał co to karta microSIM, a dzięki iPhone’owi 5 nanoSIM. Dziś ten ostatni standard znajdziemy praktycznie w każdym nowym smartfonie.

Właśnie dlatego, że to akurat Apple wyposażyło iPhone w kartę eSIM, wierzę w powodzenie tego standardu.

Apple nie było pierwsze. Jednak umieszczenie modułów eSIM w smartfonach Google Pixel 2 raczej nikogo specjalnie nie zainteresowało. Podobnie pojedyncze próby umieszczania ich w zegarkach, np. Samsunga. Co by nie mówić o Apple, gigant z Cupertino ma wierne grono konsumentów, którzy zapewne zapukają do drzwi swoich operatorów z żądaniem dostarczenia im technologicznej nowinki. Jak szybko to zadziałało, widzieliśmy już w dniu premiery nowych iPhone’ów. Rzecznik Orange Polska Wojtek Jabczyński niemal od razu napisał na Twitterze, że Orange prowadzi zaawansowane prace i prawdopodobnie do końca roku udostępni eSIM swoim klientom.

Karta SIM (1991–2018). Wiele wskazuje na to, że analogowe karty mikroprocesorowe najlepsze czasy mają już za sobą. (Fot. Archiwum)

Po co ci ta zmiana?

Powiesz, że kartę SIM wyciągasz z telefonu raz na rok albo rzadziej. Powiesz, że od czasu zmian w stawkach roamingu w UE, nie musisz już kupować karty lokalnego operatora, aby zaoszczędzić. To prawda! A co powiesz na to, że możesz sobie „wgrać” do telefonu kartę operatora, który oferuje najlepsze stawki za połączenia do cioci w USA? Jutro takiego, który ma najtańsze połączenia do Francji? A pojutrze tego, który daje ci pakiet 100GB internetu za 5 zł? Praktyczne, co? Co powiesz na to, że wyjazd poza Unię Europejską stanie się wygodniejszy, bo kartę lokalnego operatora wgrasz sobie jeszcze w domu?

Za tym wszystkim idzie szansa na jeszcze mniejsze i smuklejsze telefony. Producentom łatwiej będzie zrobić sztywniejszą ramkę i zabezpieczyć urządzenie przed wodą i kurzem. Wbrew pozorom, im mniej części tym, też taniej. Mikroskopijny układ nie będzie raczej drogi. Zaoszczędzone miejsce będzie można także przeznaczyć np. na większą i mocniejszą baterię.

Kolejnym plusem takiego rozwiązania będzie też wyższe bezpieczeństwo.

W przypadku kradzieży telefonu wyciągnąć z niego kartę SIM i włożyć inną jest banalnie prosto. Z kartą elektroniczną już tak łatwo nie pójdzie, a to skutecznie zniechęca do przestępstwa.

Co z wdrożeniem w Polsce?

Jeden wpis na Twitterze nie czyni od razu eSIM polskim standardem. Operatorzy bacznie przyglądają się jednak rynkowi i temu, jak zachowają się inni producenci. Wystarczy pewnie, że Samsung czy Huawei bąknie o planach wprowadzenia eSIM, a operatorzy w ciągu kilku miesięcy dopasują swoje sieci. Ba! Wystarczy, że Orange dotrzyma słowa i wprowadzi to rozwiązanie. Przyciągnie tym do siebie statystycznie bogatszego użytkownika sprzętu Apple, który wybiera droższe usługi. Użytkownicy Apple pójdą do Orange, bo kochają nowinki. Pozostała trójka operatorów zaś nie pozostanie w tyle i szybko wprowadzi eSIM do swoich ofert. Z korzyścią dla nas wszystkich.

To tak jak z Google Pay i Apple Pay – coraz więcej osób płaci w ten sposób i nikt z nich nie tęskni za kawałkiem karty w kieszeni.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, maniakiem technologii, butów i mobilnej fotografii. Stara się nigdy nie jeść na czczo. Jarka znajdziecie na Instagramie @dexterek