Indonezyjska flaga wygląda jak lustrzane odbicie polskiej. Czerwony u góry biały pod spodem. Sam kraj też wydaje się przeciwieństwem naszego. Cały na kilkunastu tysiącach wysp. Z jedną porą roku – gorącą. Setki języków i ponad setka wulkanów. W jednym kraju metropolia na 30 milionów ludzi, a obok pola ryżowe i dżungla.

Ale jest w tej całej egzotycznej (dla kogoś z naszych stron) krainie miejsce jeszcze dziwniejsze niż cała reszta.

Na Bali też są wulkany, ryż, gorąco i tysiące skuterów, ale klimat wyspie nadaje kultura. Kilkaset lat temu, gdy na całym archipelagu na dobre zapanował islam, tutaj schronienie znaleźli starowiercy czyli głównie hinduiści. Przybyli na wyspę ze swoim milionem bogów, tysiącem tradycji i setkami świąt. Zostali praktycznie odcięci od korzenia. Takich świątyń jak na Bali nie ma nigdzie indziej w kraju, ani w ogóle w Azji. Ale też gościom z Indii trudno rozpoznać w religii balijskiej wspólne elementy ze swoją. W izolacji powstał tu unikalny miks.

A teraz popatrzmy na środkową Europę

Tu wydarzyło się coś podobnego. Wołoskie plemiona przez setki lat wędrowały łańcuchem Karpat i przybyły w do świata Słowian. Przejmowały miejscowa kulturę ale zostawiły sobie sporo swojego ducha. Swoja góralską gware, muzyke, wierzenia, symbole stroje. Maja inny bardziej porywczy i uparty charakter. A takich domów jak na Podhalu nie zobaczy się nigdzie w kraju. (chyba że u naśladowców). To taka najbardziej egzotyczna nie-polska Polska, jaka istnieje. Zakopane to takie polskie Bali.

W jednym i drugim miejscu wydarzyło się też coś bardzo podobnego. Całą tą inność i egzotykę odkryła turystyka. I rzuciła się na nie jak dzika, wiedząc, że będą z tego dutki. Albo rupie. W karczmie do oscypka może zagrać kapela po zbóju. Za rogiem będą czekać sanie zaparkowane przy straganie z ciupagami. Przy basenie z widokiem na tarasy ryżowe można zorganizować sesję jogi, albo seans ajurwedy. A potem zrobić sobie tatuaż z tygrysem. Klimat pasuje.

Tu i tu w ślad za kulturowymi odkrywcami przybyli kolejni, bardziej aktywni i sportowi. Na Bali rewelacyjnie się surfuje i nurkuje. Gdzie indziej w Indonezji też, ale islam nie zawsze idzie w parze z surferskim hedonistycznym stylem życia. Elastyczny hinduizm już bardziej. Podobnie u nas – są inne wysokie i ośnieżone zima góry na naszym kontynencie, ale tylko ten kawałek Tatr leży w Polsce. Dlatego rodzimi narciarze i wspinacze wbijają najpierw do Zakopca. Po aktywnych, last but.not least, przybywają imprezowicze. Backpackerska Kuta i Krupówki to jedne z tych miejsc, które nigdy nie śpią. Maja na dobrą sprawę więcej podobieństw niż różnic. Od straganów z badziewiem wyrabianym może w tej samej fabryce w Chinach po kluby z muzyką nagraną w tych samych studiach w USA. Turystyka łączy świat. W takich miejscach jak nasza Stolica Tatr i indonezyjska Wyspa Bogów możesz spotkać reprezentanta dosłownie każdej kultury i subkultury.

Jeśli więc w takim twórczym chaosie czujesz się jak ryba w wodzie i energia Zakopca nie odrzuca cię , tylko wciąga, któregoś sezonu, zamiast pod Giewont wybierz się na Bali. Wszystko będzie podobnie, tylko o jeden poziom daleje.

Wyobraź sobie to tak:

Dawno temu w naszym kraju książę Mieszko i jego następcy nie wykorzenić w [pełni w pogaństwa. Pozwolili wyznawcom starych kultów schronić się w trudno dostępnych rewirach – na Podhalu. Tam przetrwały one do dziś, a nawet rozkwitły. Przyjeżdżasz sobie pod Tatry, a miejscowi nie dość, że mówią innym językiem, to jeszcze wyznają kilkadziesiąt prasłowiańskich bóstw plus i kilka pożyczonych.

Na Krupówkach stoi sobie ogromny posąg Światowida i błogosławi turystom na cztery strony świata. Giewont nie jest śpiącym rycerzem, tylko, dajmy na to, śpiącym bogiem wojny. A jak się zbudzi, to nas zje, tak mówią. Czarny i Biały Dunajec to boskie siostry – jedna dobra, druga zła – obie rywalizują o ludzkie dusze, ale żadna nie zdobywa przewagi. W Nowym Targu, w miejscu gdzie rzeki się łączą stoi Świątynia Równowagi – najważniejsze miejsce kultu dla Podhalan. Ale świątyń jest całe mnóstwo. Każdy z bogów ma swoją grupkę wyznawców, którzy stawiają mu przybytki kultu. A każda grupka ma swoje mity, święta, zwyczaje… Co tydzień ma miejsce jakaś wspólna plenerowa celebracja. Wszak oddawanie czci jednemu z bogów nie wyklucza dbania o innych.

Są też tradycje obowiązujące wszystkich – kiedy wieje halny, Podhalanie zamykają się w domach, siedzą po ciemku i rozmawiają szeptem. Żeby złe duchy nie zawędrowały do ich domów.

A kiedy przychodzi wiosna i zakwitają krokusy, wszyscy pielgrzymują do świętych basenów termalnych w Bukowinie Tatrzańskiej. Tam, w prastarej świątyni, składają w ofierze wianki z pierwszych wiosennych kwiatów, palą kadzidła na znak symbiozy w bogami i biorą rytualną oczyszczającą kąpiel. Niektórzy zanurzając się, wznoszą modły, inni beztrosk się śmieją. Klimat jest nieziemski, jak w Tirta Empul, świątyni wodnej na wyspie Bali.

Miłej egzotyki!

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl i dziennikarzem podróżniczym. Za dnia robi w branży PR. Po fajrancie zmienia się w zwolennika miejsc oddalonych od Warszawy – najchętniej o parę godzin lotu. Uwielbia po swojemu docierać w nieturystycznie rejony i opowiadać o tym. Przez lata publikował w magazynie „Podróże”. Teraz rozkręca własne podróżne projekty, m.in ten www.instagram.com/tamnicniema