„Tradycją nazwać niczego nie możesz i nie możesz uchwałą specjalną zarządzić” – słyszymy na końcu „Misia” Stanisława Barei – „Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę (…) To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni”. Te słowa, chociaż podsumowujące fabułę komedii, mają sens całkiem poważny. Przekonałem się o tym, gdy koleżanka zarzuciła kiedyś przy obiedzie temat: „Słuchajcie, jakie są najstarsze funkcjonujące instytucje i tradycje?”.

Tysiącletni tron

Oczywiście od razu przychodzi do głowy Kościół i urząd papieski. Mają bagatela, dwa tysiące lat. Lecz są i starsze funkcje.

Pierwszy cesarz Japonii wstąpił podobno na tron prawie 2700 lat temu!

Rządzący obecnie Akihito (który notabene w kwietniu ma ustąpić miejsca swemu synowi Naruhito) jest sto dwudziestym piątym z kolei władcą Kraju Kwitnącej Wiśni. Ta długowieczność tradycji w Japonii zresztą nie dziwi. Mają tam również najstarsze przedsiębiorstwa świata. Hotel Nishiyama Onsen Keiunkan oraz papiernia Genda Shigyō działają od VIII wieku.

Nishiyama Onsen Keiunkan

Hotel Nishiyama Onsen Keiunkan działa nieprzerwanie od 13 stuleci. (fot. uniqhotels.com)

Dosyć blado wypadają na tym tle biznesy i organizacje w Polsce. Ponoć wrocławska Piwnica Świdnicka funkcjonuje od XIII stulecia, zaś krakowskie Bractwo Kurkowe od XIV wieku. Gdzie nam tam do Japonii. Albo nawet do Islandii, której parlament działał już w czasach Mieszka I. Nawet uniwersytet w Bolonii ma ponad 950 lat, a do ponadtysiącletnich tradycji odwołują się też niektóre uczelnie muzułmańskie.

Geny i góry

Lecz gdyby dobrze pogrzebać, to i cesarz Japonii nie łapie się na podium. Na przykład żydowscy kapłani, zwani kohenami (kohanim), mają wywodzić się od brata Mojżesza, Aarona. Są jego potomkami w linii męskiej. Ta tradycja specyficznej kasty kapłańskiej ciągnie się prawdopodobnie od ponad trzech tysięcy lat.

Przynajmniej równie długo utrzymuje się pewna ceremonia na Wyspach Brytyjskich, która utraciła już pierwotny religijny charakter, jednakże wciąż jest kultywowana. Chodzi o odnawianie słynnego Białego Konia z– ponadstumetrowego geoglifu z epoki brązu, umieszczonego na zboczu góry w hrabstwie Oxfordshire. Ludzie wciąż dbają, by wapienny kształt nie zarósł, chociaż nie podzielają już wierzeń Celtów, którzy stworzyli ten niezwykły zabytek kultury i zapoczątkowali zwyczaj jego odnawiania. Według tradycji, robi się to co siedem lat.

Opowiadacze czasu snu

Wszystkich biją jednak na głowę Aborygeni. Ci rodowici mieszkańcy Australii przechowują opowieści i legendy, mogące pochodzić nawet sprzed dziesiątków tysięcy lat. Dotyczą one powstania świata i łączności z przodkami, czyli tzw. Czasu Snu. Przekazują je z pokolenia na pokolenie specjalnie wybrani członkowi plemienia. „Wiele z nich ma tajemny lub święty charakter i nie każda może być opowiedziana każdemu. Są opowieści przeznaczone tylko dla kobiet lub dla chłopców wchodzących w wiek dojrzały bądź dla mężatek czy młodzieży. Zawsze należą one do grupy czy plemienia, a opowiadacz musi przekazać je dalej. Bywa, że starszyzna plemienia wyznacza kustosza opowieści i to on odpowiada za ich przetrwanie.

Dzisiaj opowieści nie tylko wyjaśniają zdarzenia z Czasu Snu i uczą postępowania, są przede wszystkim elementem budującym tożsamość Aborygenów” – wyjaśniają łódzkie akademiczki Anna Janiszewska i Ewa Klima w opracowaniu „Ludność rdzenna: Aborygeni australijscy”.

Ludzka pamięć to zadziwiająca rzecz. Potrafi przetrwać o wiele dłużej niż trony, imperia i pomniki.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, dziennikarzem, pisarzem, prowadzi bloga „Historyjki”, który można odwiedzić na adamweglowski.wordpress.com