Grzegorz Krychowiak ma za sobą szalony okres. Najpierw zagrał z reprezentacją w ćwierćfinale Mistrzostw Europy i podpisał kontrakt z wielkim Paris Saint-Germain, potem przez dwa lata musiał szukać szansy na grę w słabszych klubach i swojego miejsca w footballu. Ale nie jest osobą, która użala się nad sobą i myśli o utraconych szansach. Dziś gra w Lokomotiwie Moskwa, z nadzieją czeka na rozwój wypadków, ale też bierze los w swoje ręce. I żyje nie tylko futbolem.

Zadomowiłeś się już w Moskwie? Podoba ci się stolica Rosji?

Moskwa to piękne miasto. Jeszcze nigdy nie widziałem metropolii, która byłaby tak czysta i zadbana. Jest tu wiele interesujących miejsc, fantastycznych zabytków. Na razie jestem pod wielkim wrażeniem, ale „winter is coming”, więc zobaczymy, co będzie dalej. (śmiech)

Odwiedziłeś Mauzoleum Lenina?

Tak, to bardzo ciekawe miejsce.

Mieszkałeś w Sewilli i Paryżu, teraz przeniosłeś się do kolejnego dużego miasta. Jak czułeś się w West Bromwich, niewielkim, przemysłowym mieście? Czy miejsce zamieszkania miało dla ciebie znaczenie?

West Bromwich faktycznie nie należy do najpiękniejszych miast na świecie. Dla mnie był to jednak wybór wyłącznie sportowy. Po bardzo trudnym sezonie w PSG zależało mi przede wszystkim na regularnej grze.

Grzegorz Krychowiak Moskwa

Jeszcze nigdy nie widziałem metropolii, która byłaby tak czysta i zadbana.”(Fot. Instagram @balamonte_official)

Pobyt w tym klubie spełnił twoje oczekiwania?

Rozegrałem 30 meczów przeciwko wielkim klubom w bardzo wymagającej lidze. Miałem okazję grać dla świetnych kibiców. Poza tym poznałem tam wielu fajnych ludzi, podszkoliłem angielski, zwiedziłem praktycznie wszystkie największe atrakcje na Wyspach Brytyjskich. Zostało mi z tego okresu mnóstwo miłych wspomnień. Tak, to był dla mnie dobry rok.

Pojawiały się głosy, że nie ze wszystkimi kolegami z PSG masz dobre relacje. Mówiło się także, że nie najlepiej odnajdujesz się w szatni West Bromwich.

Jak piłkarz nie gra, to ludzie zawsze szukają problemów tam, gdzie ich wcale nie ma, dopatrują się różnych podtekstów, afer, konfliktów itd. Ja jednak nigdy nie miałem kłopotów w żadnej szatni. Pewnie, że nie ze wszystkimi łączą mnie same pozytywne relacje, to normalne. Z jednymi kolegami rozmawia się tylko podczas meczu, z innymi chodzi się na wspólne kolacje. We wszystkich miejscach, w których grałem, mam jednak do tej pory wielu kolegów i przyjaciół.

W styczniu sporo mówiło się o twoim przejściu do Romy, gdzie dyrektorem sportowym jest znany ci z Sevilli Monchi. Wydaje się, że Serie A byłaby dla ciebie dobrym wyborem, a i Rzym pasowałby chyba do twoich zainteresowań pozasportowych.

Przy wyborze kolejnego klubu nigdy nie biorę pod uwagę kwestii pozasportowych. Zawsze liczy się po prostu oferta najlepsza pod względem piłkarskim. Zimą nie było mowy o przejściu do Romy, ale rzeczywiście mogłem grać w mocnym, bardzo utytułowanym włoskim klubie. Niestety, w tamtej chwili PSG wykazało się zbyt małą elastycznością w negocjacjach.

Żałujesz, że nie doszło do transferu do Serie A?

Cóż, takie jest życie piłkarza. Ja jednak nie lubię wracać do przeszłości, wolę patrzeć w przód, myśleć o tym, co mnie czeka. Teraz gram w Lokomotiwie i jestem z tego bardzo zadowolony.

Grzegorz Krychowiak (Balamonte)

Mam dużo butów, ale ich nie liczyłem. Odpowiednie dla rosyjskiego klimatu też na pewno sobie kupię.” (Fot. Instagram @balamonte_official)

Jak oceniasz poziom ligi rosyjskiej? Czołowe kluby moskiewskie i Zenit St. Petersburg są oczywiście doskonale znane, ale grasz przecież także przeciwko Jenisejowi, Arsenałowi Tuła, Samarze czy Orenburgowi. Dla przeciętnego kibica to dość egzotyczne drużyny.

Trudno ocenić całą ligę, gram w niej dopiero od kilku miesięcy. Ale z tego co widziałem, jest tu wiele mocnych drużyn, które grają ciekawą piłkę. Zresztą o poziomie rosyjskiej ligi niech świadczy chociażby niedawne zwycięstwo CSKA Moskwa z Realem Madryt. Taki wynik to nie jest przypadek.

Trenerem Lokomotiwu jest Jurij Siomin, prawdziwa legenda tego klubu. Pracował tam jako szkoleniowiec już w 1986 roku. Jak ci się współpracuje z tak doświadczonym trenerem? Jaki jest jego styl współpracy z piłkarzami?

To bardzo energiczny facet, nie widać po nim zaawansowanego wieku. Jest ciekawą, charyzmatyczną postacią, ma świetny kontakt z piłkarzami. Uczę się języka rosyjskiego, biorę systematycznie lekcje, pewnie za 2-3 miesiące będę się porozumiewał po rosyjsku. Wtedy będę mógł porozmawiać z trenerem i poznać go lepiej.

Pozytywnie oceniasz obecną sytuację. Czy jednak z perspektywy czasu nie żałujesz, że wyjechałeś z Hiszpanii? Nawet jeśli, co oczywiste, trudno odrzucić ofertę takiego klubu jak PSG, to w Sevilli miałeś przecież ugruntowaną pozycję, wybierano cię do najlepszej jedenastki sezonu, zdobywałeś trofea.

Trudno odpowiedzieć na to jednoznacznie. Oczywiście nie wszystko potoczyło się tak, jak planowałem, z ówczesnej perspektywy moją obecną sytuację ciężko uznać za spełnienie marzeń i wielki sukces. Wtedy jednak wszystko układało się w jedną, doskonałą całość. Nie mogłem podjąć innej decyzji, taki ruch wydawał się oczywisty. Nie można zatem mówić o błędzie. Nie żałuję tamtego kroku.

Śnią ci się czasem ostatnie minuty meczu Barcelona–PSG? Co czułeś wchodząc wtedy na boisko? Czy wierzyłeś, że uda się powstrzymać kataklizm i utrzymać korzystny wynik 1:5?

Nie miałem żadnego wpływu na wynik tego pojedynku. Tak naprawdę mecz został przegrany na długo przed moim wejściem na boisko. To przykre doświadczenie, ale już do niego nie wracam pamięcią.

Wspomnijmy zatem o wcześniejszych, ale przyjemniejszych momentach twojej kariery. W 2007 roku, mając 17 lat, zdobyłeś wspaniałą bramkę w meczu przeciwko Brazylii na Mistrzostwach Świata do lat 20. W tamtym turnieju grali obecni gwiazdorzy: Edinson Cavani, Luis Suarez, Sergio Aguero, Angel Di Maria, Juan Mata, Gerard Pique, Alexis Sanchez, David Luiz, Marcelo. Spośród naszych reprezentantów dużą, międzynarodową karierę zrobili tylko dwaj najmłodsi gracze: ty i Wojciech Szczęsny. Czy był w tamtej reprezentacji ktoś, kto zapowiadał się na świetnego gracza, ale ostatecznie nie zaistniał w wielkiej piłce?

Nie chcę oceniać karier moich kolegów. W tamtej ekipie było kilku chłopaków, którzy powinni dziś grać w dobrych europejskich klubach, ale z różnych powodów to im się nie udało. To pokazuje, jak trudny bywa zawód piłkarza. Czasem jedna decyzja, jedna kontuzja, jeden zły transfer, jedna pokusa wystarczą, żeby całe lata treningów i wyrzeczeń poszły na marne. Zawsze warto pamiętać, że dziś jesteś piłkarzem, a jutro… możesz zostać z niczym. Dlatego ważne jest myślenie o przyszłości. Ja stale się uczę i inwestuję zarobione pieniądze.

Właśnie, niedawno otworzyłeś w Warszawie ekskluzywny butik mody męskiej Balamonte.

Prowadzenie tego biznesu to ciężka praca, ale przynosi mi ona wiele satysfakcji. Do tej pory w tej branży występowałem tylko w roli klienta, teraz znalazłem się z drugiej strony. Razem ze świetnymi ludźmi, między innymi managerem Marcinem Roczniakiem, stworzyliśmy fantastyczne miejsce. Uważam, że już odnieśliśmy wielki sukces.

Z pewnością jeszcze wiele lat grania przed tobą, ale czy to jest właśnie plan na życie po zakończeniu kariery sportowej?

Nie myślę o tym w ten sposób, ale być może. Moda to moja pasja. Szycie na miarę daje niesamowite możliwości. To świetne uczucie, gdy sam tworzysz swój perfekcyjny garnitur. Wkładasz w to serce, dbasz o każdy szczegół, a na koniec powstaje coś doskonale dopasowanego do ciebie.

Grzegorz Krychowiak (Balamonte)

Prowadzenie biznesu to ciężka praca, ale przynosi mi ona wiele satysfakcji.”(Fot. Instagram @balamonte_official)

Lubisz także eleganckie buty. Zaprzeczałeś już, że masz ich 200 par. Policzyłeś je w końcu dokładnie? I czy masz w kolekcji także buty zimowe? Przecież w Krasnojarsku czy Jekaterynburgu jest trochę inny klimat niż w Hiszpanii i Francji.

Mam dużo butów, ale ich nie liczyłem. Odpowiednie dla rosyjskiego klimatu też na pewno sobie kupię. Ale to prawda, jestem wielkim fanem obuwia dobrej jakości. Myślę, że mogę już zdradzić, że pracuję teraz nad stworzeniem swojej własnej linii, która w przyszłym roku pojawi się w salonie Balamonte. To projekt, z którego jestem szczególnie dumny, bo mogę dzięki niemu połączyć swoją wielką pasję z pracą. Daje mi to niesamowitą satysfakcję.

Wróćmy jeszcze do futbolu. Jesteś wychowankiem Orła Mrzeżyno. Obecnie gra on w klasie C, na najniższym szczeblu rozgrywek, i nie radzi tam sobie dobrze. Interesujesz się wynikami tego klubu?

Od czasu do czasu sprawdzam wyniki mojego pierwszego klubu. Kiedyś robiłem to częściej, bo w regionie grali koledzy, z którymi przed laty zaczynałem przygodę z piłką.

Co byś poradził chłopakom grającym w takich drużynach i marzącym, żeby kiedyś zawędrować tam, dokąd ty dotarłeś?

Poradziłbym im, żeby ciężko pracowali i nie bali się marzeń. Z Mrzeżyna można dojść bardzo daleko. Wszystko zależy od tego, co jest w nogach i w głowie. Młodzi zawodnicy muszą też pamiętać, że piłce trzeba się poświęcić w stu procentach. Jeśli ktoś myśli, że w dzisiejszym futbolu można trenować na pół gwizdka, a z boiska chodzić prosto do baru i pić piwko, to szybko zderzy się z rzeczywistością. I może to być zderzenie brutalne.

Lokomotiw z pewnością nie będzie ostatnim klubem w twojej karierze. Liczysz na powrót do PSG, czy myślisz o innych rozwiązaniach? Czy jest klub, albo liga, w której chciałbyś zagrać w przyszłości?

W życiu piłkarza nie ma miejsca na takie myślenie. Można sobie układać różne plany, ale nie wszystko zależy tylko od nas. Gdybyś pięć lat temu powiedział, że trafię kiedyś do PSG, to popukałbym się w czoło. Gdyby ktoś przed dwoma laty przepowiedział, że zagram w Lokomotiwie, też nie potraktowałbym tego poważnie. Życie, także to sportowe, bywa zaskakujące. Dlatego dzisiaj koncentruję się tylko na najbliższym meczu i kolejnych trzech punktach do zdobycia.

Po transferze do Sevilli przyznałeś, że nie kojarzysz Wojciecha Kowalczyka, który w przeszłości grał w Betisie. A czy wiesz, że obecny selekcjoner Jerzy Brzęczek był kiedyś reprezentantem Polski i zdobył medal olimpijski grając w drużynie m.in. właśnie z Kowalczykiem?

Oczywiście, że wiem! (śmiech)

Rozmawiał: Paweł Bonik

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Z zamiłowania kibic i turysta. Uwielbia Hiszpanię, Włochy i klub SSC Napoli. Publikował m.in. w „Focusie” i „Focusie Historia”.