Koreańczycy nie zaskoczyli nas prezentując ten sprzęt. Przecież o pracach na tym polu mówiono od lat, kilka miesięcy temu zapowiedzieli, że smartfon ze składanym ekranem to kwestia niedalekiej przyszłości. Teraz po prostu wyłożyli (prawie) wszystkie karty na stół. Nie można jednak wykluczać, że będzie to największe wydarzenie na tym rynku w 2019 roku.

Galaxy Fold, czyli składana rakieta

Nowy smartfon Koreańczyków wyposażono w dwa ekrany. W trybie złożonym użytkownik korzysta z 4,6-calowego wyświetlacza. Z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać niewiele, ale jeszcze kilka lat temu ludzie marzyli o takim rozmiarze ekranu w telefonie. I nie cofam się do czasów „zwykłych” komórek. Zresztą, pewnie nadal nie brakuje użytkowników, którym te cztery i pół cala w zupełności wystarczą – jestem jednym z nich. Inni powiedzą jednak „mało”.

Dla nich przygotowano drugi wyświetlacz. Ukazuje się oczom użytkownika po rozłożeniu sprzętu. Tym razem jest to już 7,3 cala „Infinity Flex”. Mały tablet. Kategoria produktów, która została wchłonięta przez duże smartfony. Producent wchodzi zatem ponownie do tej samej rzeki? Nie – przecież w tym przypadku mowa o hybrydzie.

I to hybrydzie z mocnym wyposażaniem – firma nie oszczędzała na komponentach, mamy do czynienia z topowym smartfonem. Na papierze wszystko wygląda ok, sprzęt aż prosi się o to, by zgarnąć go ze sklepowej półki. Gdy już na nią trafi, bo wprowadzenie produktu do sprzedaży nastąpi wiosną i nie będzie to towar oferowany globalnie.

Niestety (dla zainteresowanych), za możliwość zabawy takim sprzętem, trzeba będzie słono zapłacić.

Tanio już było

Lata temu Steve Ballmer, ówczesny szef Microsoftu, pytał kto kupi telefon za 500 dolarów. Szybko miało się okazać, że chętnych nie brakuje. Niedawno pękła kolejna granica, producenci zażądali od klientów tysiąca dolarów za inteligentny telefon. I znowu znaleźli się chętni. Dla jednych to już ostra przesada, drudzy przekonują, że za jakość trzeba płacić, jeszcze inni powtarzają, że skoro są klienci, nie ma sensu się czepiać.

Koreańczycy postanowili jednak mocno przebić tę granicę. Galaxy Fold, gdy już pojawi się w sprzedaży, ma kosztować około 2 tys. dolarów. A mówimy tu o wersji podstawowej. Szybko przybywa opinii w stylu „ale jak to – mam zapłacić prawie 10 tys. zł. za telefon? Przecież to szaleństwo!”. Trudno się z tym nie zgodzić. I nie jest to wyłącznie polski problem, szerzej kłopot dla klientów z państw rozwijających się – te ceny szokują nawet odbiorców na Zachodzie. Apple się wysoko ceniło, ale Samsung stracił kontakt z rzeczywistością.

Na chwilę wyłączmy jednak emocje. Czy w świecie elektroniki produkty określane mianem innowacyjnych, a nawet rewolucyjnych, trafiały do sprzedaży za grosze? Czy pierwsze laptopy albo telefony komórkowe były towarami na każdą kieszeń? Jasne, że nie. Na spadek cen trzeba zazwyczaj poczekać kilka lat. Zawsze płaci się podatek od nowości. W ostatnich flagowcach Samsunga zmiany nie były rewolucyjne, a firma i tak zauważalnie podnosiła ich ceny.

Inną sprawą jest to, czy Samsung mógłby sprzedawać ten sprzęt taniej. Pewnie by mógł. Ale czy chce? Raczej nie ma w tym interesu. Dostępność tego urządzenia będzie mocno ograniczona – ono nie jest przeznaczone dla milionów klientów. To eksperyment, sprzęt przecierający szlak, a ludzie, którzy się na niego zdecydują, będą królikami doświadczalnymi. Wysoka cena może być celowym działaniem – chętni i tak będą zadowoleni, a masowy klient nie będzie narzekał. W tym przypadku nie ma sensu szarżować z liczbą sprzedanych egzemplarzy – przecież istnieje ryzyko, że produkt będzie obarczony błędem i powtórzy się sytuacja, gdy Koreańczycy musieli ściągać flagowca z rynku. Kosztowało ich to miliardy dolarów.

Rewolucja nadeszła

Nie będę ukrywał, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech, gdy czytam, że Samsung tym sprzętem pozamiatał i niebawem wszyscy będziemy korzystać ze składanych smartfonów. Nie, nie będziemy. I nie przekona mnie bonus w postaci 3 aplikacji, które można jednocześnie odpalić na takim urządzeniu. Bo sobie po prostu nie wyobrażam wygodnego z nich korzystania na tych niecałych 8 calach.

Na razie o sprzęcie wiemy naprawdę mało. Znamy pojemność akumulatora, ale trudno powiedzieć, na ile godzin intensywnego używania to wystarczy. Składany ekran ma wytrzymać setki tysięcy zgięć, lecz nie można przewidzieć, jak będzie to wyglądało po kilku kwartałach otwierania – użytkownik nie zauważy zmian?

Jak z takim ekranem poradzą sobie deweloperzy? Parzcież już dzisiaj w środowisku Androida panuje spory bałagan – jeśli na rynku pojawią się hybrydy typu Galaxy Fold, sytuacja pewnie nie ulegnie poprawie. Czy Samsung naprawdę ogarnie to na polu sprzętu i oprogramowania? Pytań będzie przybywać. A najważniejsze brzmi: czy rzeczywiście jest nam potrzebny taki składak? Ja nie widzę dla niego zastosowania.

W końcu ktoś próbuje

Jest i druga strona medalu. Tym razem prztyczek w nos należy się tym, którzy dla zasady narzekają na Samsunga. Powtórzę: Galaxy Fold nie ma sensu i uważam, że się nie przyjmie. Ale nie oznacza to, że nie doceniam starań koreańskiej korporacji. Obserwuję je od lat, bo Galaxy Fold to kolejny etap procesu, który zaczął się dawno temu.

Azjatycki koncern zapewne nie zakłada, że tym modelem wygra rynek. Pokazuje nim jednak, że wydaje miliardy dolarów na rozwój, że utrzymuje się w czołówce nie tylko za sprawą liczby sprzedawanych urządzeń, ale też innowacyjności. Jeśli kiedyś mamy się doczekać w pełni elastycznej elektroniki, to ten hybrydowy smartfon jest potrzebny i nam i Samsungowi. To zachęci konkurencję do działania, zaintryguje media, oswoi klientów, pozwoli Koreańczykom utrzymać przy sobie partnerów biznesowych.

Nie ma się co oszukiwać – znaczna część innowacji zapowiedzianych w ostatnich latach okazała się drogą donikąd. Ale potrafiły one czasem utworzyć ważne ścieżki rozwoju, których się nie spodziewaliśmy. Na rynku smartfonów od dłuższego czasu nie dzieje się zbyt wiele, zmiany są raczej kosmetyczne, a i tak wiążą się ze wzrostem cen sprzętu (przynajmniej tego topowego). Potrzeba nam zatem śmiałego, czasem może dziwacznego podejścia do tematu.

Galaxy Fold to nie jest propozycja na ten rok. To zapowiedź ciekawych urządzeń z kolejnej dekady.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Lubi gotować i jeść, interesuje się przeszłością i przyszłością. Jeśli akurat nie pisze, pewnie siedzi w kinie.