„Sex Education” wpisuje się w rozpoczętą przez Netflix za sprawą „Big Mouth” popkulturową promocję zdrowego i nowoczesnego podejścia do seksualności. Twórcy uczą poprzez zabawę i dbają, aby walory edukacyjne współgrały z rozrywkowymi. Umieszczają seks poza nawiasem debaty polityczno-ideologicznej, chociażby w odcinku o aborcji, unikając zajmowania strony w nieustannym konflikcie zwolenników pro-choice i pro-life. Odczarowują też inicjację seksualną z – tak chętnie forsowanego w tekstach kultury – mistycznego wymiaru.

Zarówno masturbacja, jak i stosunek stają się czymś naturalnym. Integralną częścią egzystencji każdego z nas, bez względu na rasę, płeć czy orientację. A kto, jak i z kim chce „to” robić, jest jego indywidualną sprawą.

Asa Butterfield (Otis Milburn), Emma Mackey (Maeve Wiley)

Asa Butterfield (Otis Milburn) i Emma Mackey (Maeve Wiley) świetnie dają sobie radę w rolach zagubionych nastolatków. (fot. materiały prasowe)

Nie lękaj się odbytu

W serialu podglądamy więc napędzanych hormonami nastolatków za zamkniętymi drzwiami sypialni, pustej klasy, na imprezach, czy w krzakach obok rówieśników. Postacie mierzą się ze strachem przed odbytami, niemożnością nawiązania więzi seksualnej i emocjonalnej bądź brakiem akceptacji własnego ciała. Z odpowiednią powagą i empatią eksplorowane są ich intymne lęki i słabości. Tak mogłoby wyglądać „American Pie”, gdyby jego realizacji podjął się John Hughes.

Twórcy korzystają z całego sztafażu gatunkowego filmów młodzieżowych, uważając, aby nie skręcić za bardzo w stronę świńskiej komedii ani ciężkiego dramatu. Nie unikają klisz i zamykają losy bohaterów w dobrze znanych narracjach, przez co widz zawsze jest kilka kroków przed postaciami. Jednakże świat przedstawiony jest tak kolorowy, żywy i różnorodny, że fabułę śledzi się z niesłabnącym zaangażowaniem.

Na ekranie zobaczymy galerię osobliwości. Od wrednych dziewczyn, przez desperacko próbującą stracić dziewictwo amatorską rysowniczkę pikantnych komiksów i walczącego z własną orientacją łobuza, do umięśnionego przewodniczącego szkoły. Tym samym nie brakuje reprezentantów żadnego archetypu osobowości, mijanego na licealnych korytarzach, zarówno tych rzeczywistych jak i ekranowych.

Ender i Scully uczą seksualności

Przewodnikiem po ich świecie jest przysłowiowy szewc, który bez butów chodzi. Otis (momentami przerysowany Asa Butterfield – aktor znany między innymi z roli Endera w hollywoodzkiej adaptacji „Gry Endera”), chociaż ma problemy z masturbacją, sprawdza się w roli terapeuty seksualnego dla swoich rówieśników. Jego zdobytą od rozwiedzionych rodziców (w roli matki trudna do rozpoznania agentka Scully z niezapomnianego serialu „Z Archiwum X”, czyli Gillian Anderson), aktywnych zarówno zawodowo, jak i w łóżku seksuologów, postanawia wykorzystać wzbudzająca strach Meave (fascynująca Emma Mackey). Razem zakładają nieformalną klinikę i pomagają kolegom i koleżankom stawić czoła intymnym problemom.

Sex Education Season 1

Plusem serialu jest świetnie dobrana obsada. (fot. materiały prasowe)

Milenialsi w natarciu

Produkcja to obszerny esej na temat młodzieńczej seksualności, ale niezręczne sytuacje z pieprzykiem nie grają tutaj pierwszych skrzypiec. Są częścią podejmowanych przez bohaterów prób budowania własnej tożsamości. Wszyscy mają problemy nie tylko w łóżku, ale również w domu. Muszą stawić czoła zbyt wygórowanym oczekiwaniom matki, despotycznemu ojcu, czy w ogóle radzić sobie bez rodziny. Każdy z nich przywdziewa kolejne narzucane mu maski, pod którymi skrywa prawdziwe, wrażliwe oblicze. Nastolatkowie mierzą się ze swoimi demonami, najczęściej przybierającymi postać rodziców, co zostaje wskazane jako źródło ich problemów.

Obserwujemy więc, jak decyzje opiekunów wpływają na podopiecznych. Dobrym przykładem jest matka Otisa–  łącząca psychologiczny realizm pewnej siebie, uznanej psychoterapeutki i skonfundowanej matki oraz zdradzonej żony. Widać, jak bardzo sami są zagubieni i powinni akceptować decyzje, odrębność i niezależność dzieci.

Kosztem uproszczeń i nachalnych mechanizmów freudowskiej psychoanalizy, twórcy klepią młodych widzów po ramionach. Mówią im, że to w porządku wyróżniać się z tłumu, być dumnym ze swojego pochodzenia i orientacji oraz upodobań czy mieć inne ciało. Dorosłym zaś radzą pozwolić żyć własnym życiem.

Komunały? Być może, ale pozbawione protekcjonalnego i moralizatorskiego tonu. I z tego względu serial staje się wartym wysłuchania głosem pokolenia millenialsów urażonych „homofobicznymi” żartami w „Przyjaciołach”.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl i dziennikarzem zajmującym się popkulturą. Na jego teksty można się natknąć zarówno w prasie drukowanej jak i internecie, a jego samego spotkać w którymś z warszawskich barów.