W ubiegłym tygodniu odbył się jeden z najbardziej prestiżowych turniejów snookera – English Open. Wygrał Stuart Bingham po wyrównanej finałowej potyczce z Markiem Davisem. Po tej imprezie, mocniej od triumfu byłego mistrza świata, utkwił mi jednak w pamięci pewien drobny epizod. Coś, co po raz kolejny dowodzi, że w sporcie nadal jest miejsce na kulturę, szacunek dla rywala i zwyczajną uczciwość. W snookerze nikt nie musi wychodzić przed meczem z transparentem głoszącym szlachetne hasła, takie pokazówki można śmiało zostawić piłkarzom. Przy bilardowym stole fair play to codzienność, oczywistość, elementarna część gry.

Mark Davis od lat pozostaje na snookerowym topie.

Jak mistrz z uczniem

W ćwierćfinale turnieju Ronnie O’Sullivan spotkał się z Luo Honghao. Wielka gwiazda snookera, pięciokrotny mistrz świata, zwycięzca 33 turniejów rankingowych, rekordzista pod względem liczby zaliczonych „setek” (chodzi o długie serie wbijanych bil, a nie o to, co właśnie przyszło wam do głowy) stanął naprzeciw 18-latka zajmującego 105. miejsce w światowym rankingu. Faworyt mógł być tylko jeden. I Anglik rzeczywiście wygrał. Ale stało się to po pasjonującej walce, w której obaj panowie zagrali na najwyższym poziomie, a wynik do samego końca nie był przesądzony.

Tuż po zakończeniu pojedynku O’Sullivan podszedł do Chińczyka i przez pewien czas mówił coś do niego. Z gestów wynikało, że gratuluje mu postawy. Mistrz potwierdził to chwilę później, gdy już znalazł się w telewizyjnym studiu. Powiedział tam, że Luo Honghao zrobił na nim ogromne wrażenie. Ocenił, że młody zawodnik to talent, jakiego jeszcze nie widział, i wróżył mu zdobycie w przyszłości tytułu mistrza świata. Zachowanie Anglika wskazywało, że jest rzeczywiście poruszony tym, co zobaczył.

Ronnie O’Sullivan – klasa sama w sobie.

Jeśli wygrywać, to tylko uczciwie

Tego wieczoru O’Sullivana czekało jednak jeszcze jedno przeżycie. Gospodarze programu odtworzyli faul, jakiego dopuścił się w czasie meczu. Oto, gdy po uderzeniu wycofywał on kij znad stołu, przypadkowo zahaczył o jedną z bil i nieznacznie ją przesunął. Sytuacja umknęła uwadze sędziego, zawodników i zapewne zdecydowanej większości obserwatorów. Nawet oglądając wszystko na ekranie Anglik dopiero przy trzeciej albo czwartej powtórce dostrzegł, co się wydarzyło. I co wówczas zrobił? Zbagatelizował sprawę? Zrzucił winę na sędziego? Tłumaczył, że i jego w karierze spotkało wiele niesprawiedliwości? Nie. O’Sullivanowi po prostu zrobiło się głupio. I kilka razy z wyraźną pretensją w głosie zapytał panów siedzących w studiu: „Dlaczego nie krzyknęliście, że jest faul?!”

Znakomity snookerzysta wiedział, że jedno zagranie nie przesądziło o wyniku meczu. Zdawał sobie jednak sprawę, że przy wyrównanym pojedynku o ostatecznym sukcesie decydują drobiazgi, niuanse, pojedyncze majstersztyki lub fuksy. I po prostu nie chciał, aby te istotne szczegóły wynikały z przegapionej przez sędziego pomyłki. Bo dla niego ważne jest nie tylko zwycięstwo, ale i jego okoliczności.

Bo są pewne zasady i już

To nie jest odosobniony przypadek, gdy snookerzysta czuje się zawstydzony z powodu przypadku, który choć trochę mu pomaga. Przecież w tym sporcie oczywiste jest nawet przepraszanie za dobre, ale niezamierzone zagranie. I tutaj nie jest to pusty gest. Po prostu w snookerze nie wypada wygrywać przez przypadek. Szczęście jest tu potrzebne, jak wszędzie, ale decydować mają umiejętności, dobra forma, determinacja i cierpliwość.

I jak to wygląda na tle innych dyscyplin, choćby piłki nożnej? Tam cwaniactwo nie tylko popłaca, nie tylko jest usprawiedliwiane, ale często samo w sobie jest powodem do dumy. Nawet w czasie finału mistrzostw świata, podczas najważniejszego meczu czterolecia, nie jest obciachem symulowanie faulu, który w istotny sposób wpływa na ostateczny wynik. Można zrobić teatralnego fikołka, skorzystać z gapiostwa sędziego i potem cieszyć się z bramki. Czemu nie? Griezmann został bohaterem i czeka teraz na nagrody dowodzące, że to on jest najlepszym piłkarzem roku. Taki z niego mistrz.

Dżentelmeni z wyboru

Powiecie może, że snooker to po prostu taki sport, do którego trafiają dystyngowani, sztywni chłopcy z dobrych angielskich domów, gdzie głównym problemem jest źle przyrządzony pudding? Mylicie się! Wystarczy popatrzeć na losy czołowych zawodników. Lider światowego rankingu Mark Selby we wczesnym dzieciństwie doświadczył porzucenia przez matkę, a gdy miał 16 lat, stracił opiekującego się nim ojca. Z kolei ojciec O’Sullivana został skazany na 18 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Potem za kratki, z powodu malwersacji finansowych, trafiła także matka Ronnie’go. Sam zawodnik był uzależniony od alkoholu i narkotyków, chorował na depresję. Nie tak wygląda sielanka z opowieści o brytyjskiej arystokracji, prawda?

Jednak to, co w przypadku piłkarzy może posłużyć jako usprawiedliwienie „trudnego charakteru”, w snookerze niczego nie musi tłumaczyć. Bo tutaj styl i klasa są konieczne. Tu kibice nie dadzą się nabrać, bo cenią tylko prawdziwych zwycięzców. A zawodnicy nawet nie myślą o tym, żeby widzów przechytrzyć, bo sami też chcą wygrywać uczciwie.

Kasa nie wszystko tłumaczy

No tak, można zauważyć, że gigantyczne pieniądze obecne we współczesnym futbolu potrafią sprowadzić na manowce. Ale przecież czołowi snookerzyści też nie grają o to, kto postawi następną kolejkę w barze. Ronnie O’Sullivan zarobił w karierze już ponad 10 milionów funtów! Stuart Bingham za ostatnie zwycięstwo w English Open zainkasował 70 tysięcy. Znacznie mniej niż zarabiają najlepsi piłkarze, ale przecież i taka kasa może zachęcić do oszustwa.

Bingham wygrał te pieniądze uczciwe. Bo to nie tylko prawdziwy sportowiec, ale i facet z klasą. Jego rywale też. Taki to już dziwny sport.

(Bingham był zawieszony za nielegalne obstawianie meczów u bukmacherów. Johna Higginsa dyskwalifikowano za udział w łapówkarskiej prowokacji. Stephen Maguire wbił szpilkę Shaunowi Murphy’emu mówiąc, że „nie chciałby być grubym mistrzem świata”. Czyli nawet w snookerze nie zawsze jest różowo. Ale to już temat na inną opowieść.)

Autor jest felietonistą Sztos.pl. Z zamiłowania kibic i turysta. Uwielbia Hiszpanię, Włochy i klub SSC Napoli. Publikował m.in. w „Focusie” i „Focusie Historia”.