Żadne z ludzkich wytworów nie może równać się z urządzeniem nazwanym przez niektórych „maszyną do wywołania końca świata”. LHC – Wielki Zderzacz Hadronów – to sztos ludzkich możliwości technicznych, ale też geniuszu naszej rasy. Niedawno trafiło do remontu, więc warto przypomnieć sobie, jak potężna moc w nim drzemie.

Sięga rynku w Otwocku

Wielki Zderzacz Hadronów jest wyjątkowym gigantem, jeśli idzie o rozmiary. Długość jego tuneli skrywającą zaawansowaną elektronikę wynosi ponad 26,6 km. To mniej więcej tyle, ile codziennie pokonują mieszkańcy Otwocka, chcąc dojechać na Dworzec Centralny w Warszawie. Do tego tunele ukryte są przed wzrokiem ciekawskich na głębokości od 50 do 170 metrów. Wyobraź sobie teraz dziesięć przegubowych Solarisów ustawionych w pionie jeden na drugim – robi wrażenie, co?

Jeśli zapytacie, ile kosztowała budowa takiego „czegoś”, to odpowiedź jest banalnie prosta. Dużo! A dokładnie nieco ponad 4,5 mld dolarów.

Jak mówią faceci – rozmiar to nie wszystko

Nie tylko rozmiar zderzacza robi wrażenie. Urządzenie „do wywoływania końca świata” generuje z siebie potężną liczbę danych. Wszystko trwa mniej niż mgnienie oka i zderzenie cząstek zabiera ułamki sekundy. Jednak aby móc je przeanalizować do komputerów spływają potężne paczki informacji. Gigantyczne detektory (największy z nich mierzy 25 metrów wysokości i 46 metrów długości) rejestrują wszystko to, co dzieje się po kolizji rozpędzonych protonów. W ciągu tylko jednej sekundy dochodzi często do kilku milionów takich zderzeń. Wyobraź sobie teraz, że po czymś takim komputery CERN muszą przetworzyć około 600 terabajtów (!) danych, zebranych z 15 milionów czujników. Sztos!

Twój laptop ma pewnie dysk o pojemności 500 GB, a taki zderzacz zajmie całą dostępną pamięć 1200 takich laptopów w zaledwie sekundę. Ty już wiesz, ile to filmów ściągniętych na dysk oznacza 😉 Jednak naukowcy, którzy uzyskali dostęp do danych CERN, do dyspozycji mają aż 90 milionów terabajtów danych.

Wewnątrz Wielkiego Zderzacza Hadronów panuje próżnia. Ciśnienie jest tu aż 10 razy niższe niż na Księżycu.

Wewnątrz Wielkiego Zderzacza Hadronów panuje próżnia. Ciśnienie jest tu aż 10 razy niższe niż na Księżycu. (Fot. CERN)

Gigantomania na każdym kroku

Gdyby fizycy mieli analizować taką liczbę danych, to na dobrą sprawę nigdy nie odkryliby niczego nowego. Zasypałby ich spam jak twoją darmową skrzynkę e-mail. Dlatego właśnie w zderzaczu zaprzęgnięto do pracy 60 tysięcy wyspecjalizowanych procesorów, które po wstępnej analizie odrzucają około 99 proc. danych. W ten sposób odsiewa się dane, które to opisują doskonale znane naukowcom zjawiska. Przez chwile wyobraziłem sobie moją konsolę z tyloma procesorami… ahhh.

Dobrze, że nie płacą rachunków za prąd w Polsce

Aby przyśpieszyć cząstki w akceleratorze, potrzebne są potężne magnesy. Samo przyśpieszanie nie pochłania zbyt dużych ilości energii. Jednak system chłodzenia urządzeń, które działają w temperaturze minus 271 stopni C, a także potężne serwerownie pobierają tyle energii, ile niewielkie miasteczko. Jak by dostali ofertę za prąd, jak ostatnio większość polskich firm, to pewnie by zamknęli interes i przenieśli się gdzieś na Marsa.

Nowy internet

Jak widzicie, w Wielkim Zderzaczu Hadronów wszystko jest potężne. Do przesyłania danych na odległość klasyczny internet, z którego korzystasz ty i ja, niewiele by się przydał. Poradzono sobie i z tym i wymyślono go na nowo tworząc system Grid, nazywany „nowym internetem”. Prędkość przesyłania danych 10 GB/s nie jest w tej sieci niczym niezwykłym, a podstawowym standardem.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, maniakiem technologii, butów i mobilnej fotografii. Stara się nigdy nie jeść na czczo. Jarka znajdziecie na Instagramie @dexterek