Przysłowie twierdzi, że prawdziwa nagroda czeka tylko na wytrwałych. I to właśnie wytrwałości będziecie potrzebować, żeby trafić do BackRoomu, nowego miejsca na koktajlowej mapie Warszawy. Miejsce znajduje się w samym centrum stolicy, przy pl. Konstytucji, ale na próżno szukać możecie dużego szyldu albo neonu. Mi znalezienie wejścia do lokalu zajęło około 5 minut? Pobijecie mój czas? Mogę dać wam małą podpowiedź – podążajcie za lampionami.

Fot. F.Bonder A.Skweres

Każdy szczegół się liczy

Nawet już po wejściu, nie jestem pewny czy dobrze trafiłem. Pierwsze, co widzi odwiedzający, to hol zaprojektowany na wzór starej eleganckiej kamienicy. Hubert, jeden ze współwłaścicieli i pomysłodawców baru, tłumaczy mi potem, że takie było założenie. „Chcieliśmy, żeby cały lokal był stworzony w jednym klimacie. Bardzo zależało nam na spójności w każdym szczególe. Jeśli znaleźliśmy sobie piękne włączniki światła, ale były tylko w Hiszpanii, to je ściągaliśmy. Dlatego lokal powstawał ponad rok” – dodaje. Od początku pomysł przewodni na bar był jeden – odtworzyć klasyczny klimat barów speakeasy czyli lokali z okresu Wielkiej Prohibicji. Wtedy zasada była prosta – o barze się nie mówi przy nieznajomych, a wstęp do środka zarezerwowany jest dla wtajemniczonych. Pomimo tego, że do BackRoom wejść może każdy, wieści o nim wciąż przekazywane są głównie pocztą pantoflową.

Na początku wahaliśmy się czy zakładać stronę na Facebooku. Z jednej strony stała w sprzeczności z ideą baru, ale z drugiej to darmowa i najlepsza forma reklamy. Teraz widzimy, że poradzilibyśmy sobie bez niego

Fot. F.Bonder A.Skweres

Kultura koktajli

Pomysł na założenie baru pojawił się w głowie Huberta razem z zainteresowaniem tematem koktajlów. „Uwielbiam podróżować. Na jednym z wyjazdów uznałem, że wieczorem chętnie poszedłbym do dobrego baru. Zacząłem szukać w internecie i tak trafiłem na listę 50 najlepszych barów na świecie. Pomysł, żeby odwiedzić kiedyś wszystkie z nich pojawił się kilka dni później” – mówi pomysłodawca BackRoomu. W ten sposób w życiu Huberta pojawiła się nowa pasja. Od tej pory nie tylko zaczął odwiedzać koktajl bary przy okazji wszystkich wyjazdów zagranicznych, ale też planować urlopy, tak by zahaczyć o przynajmniej jedną pozycję z listy. Przekornie pytam czy żaden polski bar nie trafił nigdy na listę. Jeden z lokali raz zmieścił się w pierwszej czterysetce. To wszystko – odpowiada.

Fot. F.Bonder A.Skweres

Klasyka klasyki

W karcie BackRoomu znajdziecie zwykle od 8. do kilkunastu pozycji. Klasyczne koktajle i odpowiadające im wariacje. Przyznaje się –  jestem absolutnie zakochany w Old Fashioned. I choćbym szedł do najbardziej szalonego baru, prawie zawsze zamawiam ten koktajlowy klasyk. Tak miałoby i tym razem, ale Hubert namawia mnie na „Armstronga” – „Jeśli lubisz Old Fashioned, Armstrong jest dla ciebie. Lekko kombinowaliśmy ze składnikami i otrzymaliśmy mieszankę minimalnie słodszą, ale o wiele bardziej korzenną niż klasyczna”. Na tyle zaufania mnie stać – biorę. Kelner stawia na stole oliwki (doskonałe!) i wodę. Co ciekawe, nie dostaniecie w BackRoomie piwa.

Od początku naszym celem była jakość. Wszystko, co stawiamy przed gościem ma być dopracowane. Piwa nie serwujemy. Specjalizujemy się w koktajlach i na nie stawiamy przede wszystkim.

Fot. F.Bonder A.Skweres

Nie powiem wam gdzie znajduje się BackRoom. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze – zadajcie sobie trochę trudu. To naprawdę nie jest trudne, a satysfakcja z odnalezienia jest ogromna. A po drugie jest duża szansa, że zajmiecie tam moje miejsce. Mam już upatrzony fotel na wieczorne spotkania przy mistrzowskich koktajlach.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego Sztos.pl, dziennikarzem i copywriterem. Publikował m.in. w „Focusie” i „Fit&Formie”. Jeśli akurat nie pisze, a to zdarza się rzadko, gra amatorsko w piłkę nożną i parzy kawę. W życiu trzyma się tylko jednej sprawdzonej zasady – jeśli chcesz poznać miasto, poznaj jego kawiarnie. Insta @oldfashionedlad