Nazwanie swojej Pablo’s Escoburgers to jedno, ale podawanie burgerów jawnie nawiązujących do działalności biznesowej kolumbijskiego barona narkotykowego to najwidoczniej za wiele dla wielu ludzi. Szefostwo tymczasowej restauracji w Melbourne dobrze pomyślało, żeby wykorzystać falę popularności Pablo Escobara do przebicia się na rynku gastronomicznym.

W jadłospisie pop-upa znajdziemy m.in. „Patron burgera”, którego bułka posypana jest proszkiem czosnkowym, jakże dobrze naśladującym działkę koki. A i można kupić też vege burgera, do której dołączany jest woreczkiem z tym samym proszkiem. Co więcej, dostaje się też łyżeczkę!

I choć niektórzy ludzie uznali to wszystko za zabawne, to reakcja sporej ilości użytkowników była dość gwałtowna.

„Chciałbym zobaczyć kogoś, kto próbuje wytłumaczyć to wszystko dzieciakowi, który po prostu chce zjeść burgera”; „Jak możemy wyjaśnić ludziom, że to NIE JEST ZABAWNE? Spróbuj to zrobić z Hitlerem i zobacz, co się stanie”, „Nie wszedłbym do waszej restauracji nawet gdybyście mieli najlepsze burgery pod słońcem. Żałosne!” – to jedne z reakcji. Dla wielu mieszkańców Melbourne cała akcja jest dość trudna do przełknięcia z racji, że pop-up taką postawą gloryfikuje bezlitosnego gangstera.

Współwłaściciel Pablo Escoburgers, Vaughn Marks, wydał oświadczenie, w którym zapewniał, że jego jadalnia nie miała nic złego myśli wybierając taką nazwę i wymyślając takie menu.

„Jesteśmy bardzo dumni z naszych hamburgerów, ale rozumiemy również, że Pablo Escobar był okropnym człowiekiem, który zniszczył życie wielu Kolumbijczyków” – czytamy w oświadczeniu. „Nie tolerujemy, nie uwielbiamy ani nie promujemy Pablo Emilio Escobara, ani tym bardziej jego działań. Ale jesteśmy Australijczykami i wiemy, jak śmiać się z dobrej gry słów. To tylko nazwa pop-upa z burgerami. Jak widać trudno nie obrazić kogoś w 2019 roku” – dodał.

Marks przyznał, że nie zamierza reagować na krytykę ludzi i pozostanie przy nazwie restauracji.