„Fallout” to kawał historii gier komputerowych. Pierwsze dwie części ukazały się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i w mig zapracowały sobie na miano topowych komputerowych RPG-ów. W odróżnieniu od najpopularniejszych produkcji nie zabierały graczy do schematycznych krain fantasy, a w niedaleką przyszłość, kiedy to Ziemię dotknęła nuklearna zagłada. Poupychane po schronach niedobitki ludzkości z czasem zaczęły wyłazić na zewnątrz. Zastały nową rzeczywistość, zrujnowany świat, mutantów, pustynię. Naprawdę malownicze miejsca.

Dekadę później zadebiutowała część trzecia, pierwsza trójwymiarowa odsłona serii. Miejsce widoku izometrycznego zajął ten z oczu bohatera, co nie oznaczało jednak zwykłej strzelaniny. Nadal liczyły się interakcje ze światem, frapujące zagadki, niesamowite postacie i ciekawie napisany scenariusz. Rozszerzenie „New Vegas” okazało się jeszcze lepsze, głębsze, bardziej dopracowane. „Fallout 4” z 2015 roku z kolei ciepło przyjęto i nagrodzono między innymi BAFTA Games Award. Wydawało się więc, że przyszłość serii maluje się w ciepłych barwach.

Fallout 76

fot. materiały prasowe

Wielkie oczekiwania

„Fallout 76” też zapowiadało się interesująco. Przykładowo gra po raz pierwszy miała umożliwić wspólną zabawę wielu graczom. No dobra, nie wielu, a zaledwie czterem, ale też nowa produkcja Bethesdy nie została zapowiedziana jako MMO. Wśród pozostałych atrakcji wymieniano cztery razy większy świat niż ten z „Fallout 4” oraz liczne nawiązania do folkloru z rejonu Zachodniej Wirginii. Tam właśnie miała toczyć się akcja programu, osadzona dwadzieścia pięć lat po pamiętnej wojnie. Zaskakująco wcześnie – w końcu bywało, że gracze opuszczali kryptę blisko dwieście lat później!

Hype nakręcono całkiem skutecznie. Przez prasę – zarówno drukowaną, jak i tą internetową – przewijały się entuzjastyczne zapowiedzi, a potem ciepłe relacje z pokazów i beta-testów. Owszem, niektórzy dziennikarze sygnalizowali potencjalne zagrożenia, ale zawsze sugerowali, że zostaną one rozwiązane do dnia premiery. Tak zapewniali ich zresztą twórcy. Wersje pokazowe skutecznie eksponowały zalety gry, a omijały groźne rafy. Wydawało się więc, że tuż przed Gwiazdką w sklepach pojawi się kolejny hit. Niektórzy kupowali go w ciemno…

Fallout 76

fot. materiały prasowe

Zdradzeni o świcie

Po premierze okazało się, że popełnili błąd. Gra jest bardzo słaba. To pierwsza w historii serii produkcja, która po prostu się nie udała, ugina się bowiem pod ciężarem błędów koncepcyjnych i nieprzemyślanych decyzji. Pomysłów, które zamiast sprawiać graczom przyjemność, okazują się sporym rozczarowaniem. Taką atrakcją miała być przecież zabawa w sieci. Jej skutki są bolesne: zrezygnowano z klasycznego systemu VATS, uniemożliwiono spowalnianie walki, wreszcie wywalono postacie niezależne. Tak, to gra role playing, w której nie ma NPC-ów (nie licząc robotów), a fabułę napędzają rozmaite nagrania i teksty!

Najważniejszą tego konsekwencją jest nuda towarzysząca zabawie. Większość graczy podkreśla, że po kilkunastu godzinach zabawy ma już „Fallout 76” serdecznie dość. Wielu program kasuje, a pudełko odstawia na półkę. A mówimy tu o grze, której poprzednie odsłony potrafiły ukraść nawet sto godzin z życia. Materiału zresztą jest odpowiednio dużo – według strony howlongtobeat.com ukończenie nowej produkcji Bethesdy powinno zająć około 80 godzin. Cóż, niewiele osób się pewno o tym przekona.

Fallout 76

fot. materiały prasowe

Te piekielne błędy

Ta gra po prostu wyszła za wcześnie. Powinna spędzić w studio co najmniej kolejny rok. Czas ten pozwoliłby zmienić rozwiązania, które zwyczajnie się nie sprawdziły, a do tego odpowiednio przetestować grę. W „Fallout 76” co chwila coś nie działa. Program się wyłącza, źle wyświetla grafikę, nie reaguje tak, jak powinien. Gracze zaczęli wręcz rywalizować na forach czy na YouTube, zgłaszając coraz bardziej kuriozalne niedoróbki, między innymi włączającą się nieśmiertelność lub… kasujących program z dysku. Gołym okiem widać, że gra nie została odpowiednio przetestowana.

Z czego to wynika? Po pierwsze z tego, że Bethesda – producent gry – musiał wykazać w tym roku podatkowym odpowiednie zyski. Nie mógł tym samym przenieść premiery „Fallout 76” na rok przyszły. Po drugie, możliwość „załatania” programu po premierze bywa demoralizująca. Twórcy nie muszą się spinać, skoro łatki mogą opublikować w dowolnym momencie. I to robią. Cały czas. I pewnie będą robić jeszcze przez kilka miesięcy. Pewnie w połowie roku „Fallout 76” będzie znacznie lepszą, stabilniejszą grą. Zastanawiam się tylko, kogo to będzie wtedy obchodzić.

Najgorsze, że twórcy nie poradzili sobie również z PR-em. Olbrzymia krytyka, jaka spadła na twórców gry, oraz fatalne oceny w prasie zmusiły przedstawicieli firmy do nieprzyjemnych, nerwowych reakcji. Do tego doszła wpadka wizerunkowa – posiadacze kosztującej 200 dolarów wersji ekskluzywnej mieli otrzymać płócienną torbę, a dostali ortalionowy worek, w dodatku kiepsko wykonany. Początkowo w ramach rekompensaty zaproponowano im skromną sumkę w wirtualnej walucie (wartą może 5 dolarów), sugerując w dodatku, że oryginalnych toreb nie udało się wykonać z powodu niedostępności materiałów. Tymczasem okazało się, że plecaki płócienne trafiły do zaprzyjaźnionych z firmą influencerów.

Będzie lepiej!

W przerwie świątecznej atmosfera wokół „Fallout 76” nieco się przerzedziła. Firma obiecała, że dośle graczom płócienne worki (choć „zajmie to od czterech do sześciu miesięcy”), a do tego zaczęła skutecznie naprawiać grę. Konsekwencje wizerunkowe wciąż jednak ponosi, podobnie zresztą jak finansowe. Jeszcze w grudniu produkcja została przeceniona, co prawdopodobnie oznacza, że zainteresowanie nieudanym tytułem było marne. Pozostają alternatywne źródła finansowania (tzw. wirtualne lunchboksy zawierające płatne bonusy) plus opcjonalne przejście na model free-to-play. Wątpię jednak, by to rozwiązanie spodobało się tym, którzy za grę zapłacili.

Bethesda ma twardy orzech do zgryzienia. Albo na „Fallout 76” straci finansowo, albo straci zaufanie graczy. Na razie traci i tak, i tak, więc teoretycznie musi podjąć konkretne działania. Z drugiej strony analitycy sugerują, że wpadka gry nie odbije się na dwóch kolejnych premierach koncernu, „Starfield” i „The Elder Scrolls VI”. Pozostaje więc ratowanie kasy…

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, przetłumaczył ponad sto książek i pracował w wielu redakcjach. Prywatnie zdecydowanie bardziej wierny – ceni kino, książki, koty oraz (wyjątkowo nie na K) – gry video.