„Jestem hybrydą” – takim stwierdzeniem Sokół otwiera swoje solo, które zatytułował „Wojtek Sokół”. I szczerość bijąca z tej tezy odbiera w zasadzie wszystkie argumenty przeciw albumowi, bo świadczy o niesamowitej świadomości artystycznej rapera, a przy tym idealnie opisuje jego najnowsze muzyczne dziecko.

Hybrydowy Wojtek Sokół

Raz, że Sokół zaprosił do współpracy wokalistów z pozornie przeciwległych światów, czyli popowego Mateusza Krautwursta i metalcore’owego Marcina Pyszotę. W jednym numerze zmieścił też melancholijnego zazwyczaj Taco Hemingwaya i brudny, uliczny styl PRO8L3MU.

Dwa, że także muzycznie album jest dość różnorodny, bo choć produkcyjnie cechuje go pewna surowość i minimalizm, to wytrawny słuchacz dostrzeże tu sporo smaczków i akcentów z różnych gatunków. I nadal spoiwem i koryfeuszem całego gremium osobliwości jest Sokół, który swoim surowym, mocnym flow nadaje ton i sprowadza każdy utwór na odpowiednie tory.

Rapowy Pałac Kultury i Nauki

Trzeba przyznać, że „Wojtek Sokół” to płyta wyważona, z odpowiednimi proporcjami i nad wyraz spójna, mimo że powstawała przez blisko trzy lata. Sam Sokół wypada na niej bardzo dobrze, choć jego antyfani mogliby doszukać się tu pewnej powtarzalności, w stosunku do poprzednich wydawnictw z udziałem Sokoła, tematów a nawet braku deklamacyjnego eksperymentu. Bo hipnotyzujący głos Sokoła jest tutaj pozostawiony bez większych prób zmiany flow czy innych urozmaiceń. Ale jest to równocześnie dużą wartością krążka.

Niczym warszawski PKiN, nieco niepasujący do nowoczesnego, wymuskanego otoczenia, nadaje mu charakteru. Zaś jego monumentalność czyni go punktem na mapie, który nie sposób pominąć.

I właśnie to wyjątkowe połączenie cech sprawia, że trudno wyobrazić sobie, aby wyglądał on inaczej. Największym atutem Sokoła jest bowiem jego charakterystyczny flow, które nadaje numerom mocnego, bezkompromisowego stylu, przy okazji budując ogromną wiarygodność rapera, który w charakterystyczny dla siebie, naturalistyczny sposób porusza raczej mroczne lub katastroficzne wątki. Ale trzeba podkreślić, że na tej płycie Sokół bywa też uczuciowy, co wychodzi mu na plus. Całość oprawiona w surową muzyczną formę idealnie korespondującą z tematyką utworów. To jak Range Rover, którym na co dzień porusza się raper: mocna, budząca respekt i bezkompromisowa produkcja, która jednocześnie niesie ze sobą dość duży ładunek emocjonalny.

Wojtek Sokół i goście

Znakomitym uzupełnieniem całości są goście, którzy dodali nieco kolorytu i emocji. Jak choćby Igo („Sprytny Eskimos”), Mateusz Krautwurst („Lepiej jak jest lepiej”) czy Marcin Pyszora („Nie da na da”). Również kolektyw Hewra, który pojawił się w jednym z utworów, wypadł bardzo spójnie z całością.

Ciekawostką jest natomiast utwór, w którym wykorzystano fragmenty Andrzeja Zauchy „Póki masz nadzieję”. Dj Kebs bardzo dobrze poradził sobie tu z cutami, a Pejzaż wyczuł klimat i postarał się o produkcję, która wpasuje się zarówno w styl Sokoła jak i melancholię wyśpiewaną przez Andrzeja Zauchę.

I numer, który wywołał chyba największe emocje, czyli połączenie na jednym bicie PRO8L3MU i Taco Hemingwaya z Sokołem. Na pierwszy rzut oka, to nieco kontrowersyjne zestawienie okazało się strzałem w dziesiątkę.

To zdecydowanie jeden z najlepszych numerów na płycie. Zarówno pod kątem muzycznym, gdyż mocno rytmiczny, bogaty w bas bit pozwala mocniej bujnąć głową, jak i lirycznym. Wydaje się, że Sokół, zapraszając gości do „Napadu na Bankiet”, kierował się ich zdolnościami storytellingowymi. Historia w nim zawarta opowiedziana brawurowo. Trzy perspektywy i trzech narratorów, których wersje tej samej historii wzajemnie się na siebie nakładają, tworząc zaskakujący zwrot akcji. Sokół po raz kolejny udowadnia tu, że pseudonim „Narrator” należy mu się jak mało komu.

Nie brakuje też ciekawych odniesień do współczesnego kształtu rapu, który – zdaniem Sokoła – jest jak „pluszowy człowiek z blizną”.

Warto też wspomnieć o producentach, którzy pojawili się na płycie, gdyż raper zebrał ich tu całkiem pokaźne grono: Steez, Wowo, Magiera, Lutosław Granat, Pejzaż, Duit, Broke Boys, Dj B, Emowski, Surfair, czy Dryskull. Z kolei producentem wykonawczym albumu został współodpowiedzialny za sukcesy m.in. Dawida Podsiadło – Rafał Grobel.

Wojtek Sokół – solowy album

Owszem, po tak długo oczekiwanym albumie można było się spodziewać zabawy formą czy konwencją. Tymczasem Sokół postawił na sprawdzone mocne strony. Dlatego jest tu sporo storytellingów, odniesień do podwórkowego życia czy obserwacji niekoniecznie kolorowej rzeczywistości. Ale sporo jest też samokrytycyzmu i dystansu do siebie.

Złośliwcy mogliby znaleźć na krążku kilka słabych punktów. Jednak jest to płyta spójna, klimatyczna i idealnie definiująca Sokoła. Co w przypadku pierwszego i wyczekiwanego przez blisko 20 lat solowego krążka jest jak najbardziej na miejscu.

 

Autor jest dziennikarzem Sztos.pl. Często jednak romansuje również z innymi portalami.Współpracował też m.in. z magazynami „Playboy” i „Esquire”. W Radiu Freee prowadził autorską audycję „Kulturoskop”, co powinno świadczyć o jego kulturalności, ale nie musi.