Cała historia może przypominać jedną z komedii Stanisława Barei. A to dlatego, że Spitsbergen jest skutą lodem krainą, gdzie całkowita liczba ludności wynosi ok 3 tysięcy. W miejscowości Longyearbyen, w której doszło do napadu mieszkańców jest nieco ponad 2 tysiące.

Oznacza to mniej więcej tyle, że żaden przyjezdny nie pozostanie tu długo anonimowy. Co więcej, większość mieszkańców tej krainy posiada broń, ponieważ populacja niedźwiedzi polarnych jest tam większa niż ludzi.

Mimo to nieznany, uzbrojony sprawca (tamtejsza policja nie ujawniła jeszcze tożsamości i narodowości), połasił się na pieniądze zdeponowane właśnie w tamtejszym banku. Jak łatwo się domyślić jeszcze tego samego dnia został schwytany.

Służby nie podały kwoty, jaką ukradł. Wiadomo za to, że został już przetransportowany do aresztu na stałym lądzie.
To pierwsza w historii Spitsbergenu próba obrabowania banku.