Dorobek Lara ma niesamowity. Dwanaście tytułów serii podstawowej i drugie tyle pobocznych. Trzy filmy fabularne, w tym „Lara Croft: Tomb Raider”, który do dziś piastuje miano najbardziej dochodowej adaptacji gry. Do tego sesja zdjęciowa w Playboyu, dziesięcioodcinkowy serial animowany, wreszcie komiksy i powieści. Nie będzie przesady w twierdzeniu, że panna Croft zawdzięcza to między innymi swoim krągłym (czy w jej przypadku szpiczastym) kształtom. Zresztą tylko pierwsza część serii była rewolucyjna. Pozostałe ograniczały się do odcinania kuponów od zasłużonej marki.

Rewolucja nadeszła w 2013 roku. „Tomb Raider” zaprezentował światu nową Larę, młodszą, chudszą, mniej wyuzdaną. W pewnym sensie bardziej ludzką. To nie przypadek. Czasy się zmieniły i według analiz przeprowadzonych przez firmę Crystal Dynamics dawna bohaterka nie odpowiadała współczesnym graczom. Za bardzo leci po schemacie. Delikatniejsza Lara miała okazać się strzałem w dziesiątkę i się nim okazała. Gra odniosła sukces, podobnie jak jej bezpośrednia kontynuacja, zatytułowana „Rise of the Tomb Raider”. Pora na część trzecią serii, finał opowieści o Trójcy przynoszący również rozwiązanie zagadki śmierci ojca bohaterki.

Coś na rozgrzanie

Akcja „Rise of the Tomb Raider” toczyła się wśród śniegów Syberii. „Shadow of the Tomb Raider” zaprasza graczy do Ameryki Łacińskiej, gdzie znajduje się zaginione starożytne miasto Paititi. To bardzo ciekawa decyzja. Autorzy mogli przecież sięgnąć po mityczne El Dorado albo inną ze sławnych osad. Wybrali gród, który podobno istniał naprawdę, lecz w sumie nie wiadomo, jak wyglądał. Odtwarzając go, dokonali bardzo głębokiej analizy mieszających się kultur Azteków, Inków i Majów. Stworzyli ciekawą, spójną koncepcję, która stanowi atrakcję samą w sobie.

Takich atrakcji jest oczywiście więcej, a na ich liście znalazły się nieczynne kopalnie, stare kompleksy przemysłowe, tajemnicze świątynie czy chociażby podwodne groty. Podczas przedzierania się przez dżunglę można poczuć się zaś jak bohater „Predatora” czy „Rambo”. Chociażby wysmarować się błotem i udawać fragment skalnej ściany albo zapolować z łukiem na grubszego zwierza. Otwarty świat gwarantuje bowiem sporą intensywność przeżyć, zaś jego badanie sprawia satysfakcję. Daje zwykłą frajdę, w mordę jeża!

Nie wszystko cacy

Inna sprawa, że można było zrobić to lepiej – „Shadow of the Tomb Raider” to nie jest gra role-playing, w której świat reaguje na działania bohaterki i zmienia się pod wpływem jej działań. Przykładowo przeciwnicy łatwo zapominają o afrontach i przy ponownym spotkaniu z Larą zachowują się jak gdyby nigdy nic. Podczas starć panuje niepotrzebny chaos i lepiej ich unikać. Bohaterka sporo w czasie dwóch ostatnich przygód przeżyła, ale nadal wydaje się delikatna. Na szczęście ma sprzęt, który pozwala jej na daleko posuniętą ostrożność.

Pod względem technicznym „Shadow of the Tomb Raider” nie jest jakimś znaczącym krokiem w przód. Gra wygląda nieco lepiej od części pierwszej, ale też ciekawszy wydaje się świat, do którego program zaprasza. Jest bardziej żywy i do tego zróżnicowany, swoje robi też gra świateł. Autorzy po mistrzowsku operują kolorem, dźwiękiem, muzyką. Starają się oczarować gracza, zafascynować go, skuteczniej wciągnąć w opowieść. I to działa, bo choć ukończenie programu zajmuje około dwudziestu godzin (całkiem sporo jak na dzisiejsze standardy), to jednak pozostawia niedosyt. Za mało tu wszystkiego. Nawet nie ma czasu, by wypróbować wszystkie gadżety.

I co dalej?

Sytuacja się nie zmieniła. „Shadow of the Tomb Raider” przypomina poprzednie odsłony cyklu i nie oferuje żadnych zaskakujących nowości. Również pod względem fabularnym nie dokonuje rewolucji. Mimo to osiąga to, co osiągnąć miała – bawi. Bawi i wciąga. Tylko co dalej? Wydaje się, że obecna trylogia dobiegła właśnie końca. Można ją na siłę przedłużać, ale nie zdziwiłbym, gdyby twórcy zdecydowali się na nowe otwarcie. Lara Croft jako postać ma przecież olbrzymi potencjał. I nie potrzebuje do tego swoich dawnych kształtów.

Lara Croft to w końcu symbol przygody. Dziewczyna uwielbia przeczesywać stare ruiny i w odległych miejscach szukać artefaktów, o których my, zwykli ludzie, możemy jedynie pomarzyć. Kiedyś mieliśmy tego substytut. Książki przygodowe. Potem ich miejsce zajęły filmy, a dziś mamy gry video. „Shadow of the Tomb Raider” zaspakaja określone potrzeby. I dlatego przed Larą jeszcze wiele lat życia.

Autor jest felietonistą Sztos.pl, przetłumaczył ponad sto książek i pracował w wielu redakcjach. Prywatnie zdecydowanie bardziej wierny – ceni kino, książki, koty oraz (wyjątkowo nie na K) – gry video.