Pierwsze BMW serii 5 trafiło na rynek prawie pół wieku temu. Ja testowałem siódmą już generację tego wozu.

TL;DR

Ja wohl!

  • Świetne dynamiczne duo: diesel + automat
  • Zaskakująco zwrotny jak na swoje gabaryty
  • Dopieszczone systemy bezpieczeństwa, wspomagania jazdy i parkowania
  • Duża (subiektywna) przyjemność prowadzenia

Nein!

  • Trochę za miękko, także w trybie sportowym
  • System audio w testowanej konfiguracji nie powalił
  • Mało intuicyjny system multimedialny
  • Choć dla niektórych to może być in plus, jak dla mnie zbyt zachowawczy wygląd

W życiu każdego kierowcy, przewija się kilka samochodów, które pamięta się przez lata. Dla mnie było to Cinquecento, w którym pokonywałem pierwsze kilometry w szkole jazdy (niezapomniany pan instruktor Eugeniusz powtarzający, że skoro słonia da się wytresować, to i on mnie nauczy jeździć…), Fiat 126p, w którym zdawałem egzamin (świetny w roli samochodu kultowego i sentymentalnego, za to jako auto na codzień – straszny wrzód na dupie), czy Łada Samara, w której obok zdobywania umiejętności kierowania lekkim czołgiem miejskim – bywało że bez hamulców, kiedy postanowiły się akurat skończyć – uczyłem się trzymać nerwy na wodzy. Utwierdzałem się wtedy w przekonaniu jakim jestem świetnym kierowcą, podczas gdy cała reszta to banda idiotów. I gdzieś w tym eklektycznym towarzystwie, kilka late temu pojawiło się BMW 5. Dzięki temu pojazdowi dowiedziałem się, że samochód nie musi być tylko transportem z punktu A do punktu B, że czasami warto pojechać przez punkt C, albo przesunąć punkt B znacznie dalej, albo że punkt B jest mi zbędny i że chcę jeździć ot tak, dla samej przyjemności jeżdżenia.

BMW 5

Przy złożonych siedzeniach to bagażnika BMW 5 wejdzie aż 1700 litrów. (Fot. Robert Wiertlewski / Na Krzywy Lej)

Druga randka

Cóż takiego uczyniła mi Piątka, że tak wyryła się w moim hipokampie? Wiele! Primo: moc! Nie potrafiłem zrozumieć po co komu do jazdy w mieście samochód 200 – 300 konny, dopóki nie pojeździłem takowym. Nie sądziłem że samochód może wywoływać tak wiele emocji i powodować szybsze bicie serca. I za prawdę nie da się tego pojąć nie spróbowawszy na własnej skórze. Secundo: to pierwszy samochód, który prowadziłem, a który cenowo leżał daleko poza moim zasięgiem i pozwolił poczuć się próżnym za kierownicą – co ze wstydem przyznaję spodobało mi się. Kryzysie wieku średniego: witaj! Po (pardon my latin) drugie secundo, choć zabrzmi to jak wyświechtany banał: czysta przyjemność z jazdy! A cała reszta, jak skórzane i drewniane wykończenie wraz z niezliczoną ilością systemów asystujących, o których istnieniu nie miałem pojęcia, były wisienką na torcie.

Kiedy dowiedziałem się, że po blisko pięciu latach i wielu przetestowanych w międzyczasie samochodach, znowu będę mógł pojeździć piątką – umierałem z ciekawości. No ok, trochę histeryzuję, ale byłem bardzo ciekaw.

Auto z zewnątrz wywołuje u mnie mieszane uczucia

Jest ładny, owszem, ale to nie jest sylwetka za którą się oglądam. Gdyby przyrównać piątkę do tekstyliów, to byłby to dobrej jakości i dobrze skrojony garnitur w stonowanym kolorze. Trudno też mówić o jakieś większej rewolucji w porównaniu do poprzednika. Trochę większa chłodnica, trochę mniejsze reflektory, zgodnie z obecnym trendem w BMW.

BMW 5

„Piątka” – podobnie jak inne auta tej klasy – ma nie niecałe 5 metrów długości. (Fot. Robert Wiertlewski / Na Krzywy Lej)

Co ciekawe, sam samochód wydawał mi się mniejszy od poprzednika, zarówno w środku jak i na zewnątrz, ale okazało się, że to moje subiektywne odczucie nie znajdujące potwierdzenia w rzeczywistych parametrach. Piątka jest dłuższa i szersza od tej, którą jeździłem wcześniej. Skąd zatem takie wrażenie? Podejrzewam, że w ciągu tych kilku lat jeździłem samochodami znacznie większymi i moje wspomnienia zostały zafałszowane (najwyraźniej nie tylko złowione ryby rosną w męskiej pamięci na przestrzeni lat), pomagają także systemy parkowania, dzięki którym łatwiej parkować „na styk”, w tym mega bajer – zdalne parkowanie samochodu multimedialnym kluczykiem! Tak, dobrze przeczytaliście. Złudzenie dodatkowo intensyfikuje to, że auto jest zaskakujące zwrotne. Za każdym razem kiedy wydawało się, że się nie wyrobię, nie wcisnę, nie zawrócę, okazywało się że się mylę!

Ostrzeżenie przed wejściem do środka! Nie będziecie chcieli wysiąść…

Za to nie zawiodły mnie wspomnienia dotyczące wnętrza. Wygodne fotele, przyjemna kierownica i ergonomia to tutaj standard, ale kto byłby skłony zapłacić gruby hajs gdyby było inaczej? No i czego ja się będę czepiał? No może trochę tego, że sam system multimedialny nie zmienił się zbytnio. Choć interfejs jest ładny, dotykowy, a nawet bezdotykowy – jest możliwość sterowania kilkoma funkcjami za pomocą gestów wykonywanych w powietrzu – to mało instynktowny. Ciągle czegoś szukałem. Zabrakło mi także HUD, czy to w samochodzie tej klasy nie powinien być już standard? No i chyba ostatnia łyżka dziegciu – rozczarował system audio, być może ktoś coś pokręcił, ale brakowało niskich tonów (co oznacza ni mniej ni więcej, że warto konfigurując własną wersję wysupłać na lepszą standardowa wersję audio).

BMW 5

Sterowanie gestem to fajna zabawa. Wystarczy odpowiedni ruch palcami, aby zrobić głośniej odtwarzacz czy radio. (Fot. Robert Wiertlewski / Na Krzywy Lej)

Dla mnie to wersja najlepsza

Ponownie, tak jak przed laty, jeździłem dieslem i automatem (wersja 520d) i kolejny raz – i nie mówię tu tylko o doświadczeniach z BMW – przypomniałem sobie jak dobre jest to połączenie. Odnosi się wrażenie, że samochód reaguje na nasze zamiary w tej samej nanosekundzie, w której wciśniemy pedał gazu / hamulca. I tak samo jak w poprzedniej wersji, nie ma się ochoty wysiadać. Jest miło i miękko. No, może chwilami zbyt miękko.

Fajnie było znowu wsiąść za kierownicę BMW 5. Wróciły wszystkie dobre wspomnienia i przypomniałem sobie co motywowało mnie gdy zakładałem motoryzacyjnego bloga. Czy kupił bym zatem piątkę? Dla mnie trochę zbyt ugrzeczniony. Wolałbym szóstkę coupé, ale jeśli szukacie wygodnego samochodu z klasą, do miasta i na długie wyprawy i nie lubicie nadmiernie wyróżniać się z tłumu (na tyle na ile to możliwe prowadząc ten piękny samochód), to znaleźliście!

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, fascynuje się fotografią motoryzacyjną i popkulturą. Więcej recenzji samochodów Roberta znajdziecie na jego blogu Na krzywy Lej oraz na Instagramie @Nkl_automotive