Sprzedaż akcji rozpoczęła się we wtorek o godz. 7:10. W zamierzeniu miała trwać dwa tygodnie, ale zainteresowanie ich na nabyciem było tak duże, że doprowadziło nawet do zawieszenia serwerów strony. W środę chwilę po godzinie siódmej wszystkie akcje znalazły swoich nabywców.

W wolnej sprzedaży znalazło się 40 tysięcy jednostek, co stanowi 5,115 proc. wszystkich akcji Wisły SA. Jedna kosztowała 100 złotych. Trafiły do 9124 nabywców. „Biała Gwiazda” jest pierwszym w Polsce klubem sportowym, który wyemitował akcje na Beesfund.com, czyli platformie udziałowego finansowania społecznościowego.

– Wierzyłem, że to się zamknie w 48 godzin, ale 24 godziny to nawet mnie zaskoczyło. Jak to wytłumaczyć? Nowe technologie dają nam zupełnie nowe możliwości sterowania popytem i podażą. Po drugie, momenty, w których wierzymy w romantyczne idee, są często ważniejsze niż racjonalne kalkulacje. Po trzecie, patrząc na zmianę w ekonomii i technologii, będzie zupełnie inny rozkład sił. To jest pokaz siły i dowód na to, że można robić rzeczy nieprawdopodobne, jeśli się w nie wierzy i ma się konsekwencję – powiedział portalowi „Sportowe fakty” Jarosław Królewski, jeden z członków grupy ratunkowej, który od miesiąca akceleruje działania wiślackiej społeczności.

Choć długi jeszcze nie zniknęły, bo wynoszą około 40 mln złotych, to jednak powoli są spłacane. Dzięki temu Wisła Kraków może grać w ekstraklasie. Pierwszy mecz ligowy rozegra 11 lutego z Górnikiem w Zabrzu.

Kolejne 2,5 miliona złotych?

Co ciekawe, Wisła Kraków może niespodziewanie zarobić na ewentualnym transferze Carlitosa Lopeza. Klub zagwarantował sobie 30 procent od dochodu Legii Warszawa. Oznacza to, że jeżeli Legia zarobi 2,5 mln euro na transferze piłkarza, to Wisła dostanie 30 procent z kwoty 2,05 mln, bo wcześniejszy transfer opiewał na 450 tys. Klub może zarobić 600 tysięcy euro, czyli ok. 2,5 mln złotych. To na pewno byłoby pomocne dla Wisły.