Kłopoty Ronaldinho zaczęły się w momencie, gdy sąd skazał go za nielegalną budowę platformy rybackiej w strefie ochronnej nad brzegiem rzeki Guaiba. Władze Brazylii nałożyły na niego grzywnę w wysokości dwóch milionów euro. Jednak nie były w stanie jej ściągnąć, bo okazało się, że konto 38-latka jest… właściwe puste (posiadał 6 euro). A przypomnijmy, że chociażby w takim 2006 roku był najlepiej zarabiającym piłkarzem na świecie – w ciągu roku zgarniał 23 mln euro.

Po interwencji urzędu skarbowego, policjanci wparowali do posiadłości Ronaldinho i zajęli jego trzy samochody i kilka dzieł sztuki. Jednak niemal zerowe konto to najprawdopodobniej pic na wodę, bowiem były piłkarz w ostatnich miesiącach sporo podróżował – a to był w Chinach, a to w Japonii. Zawędrował również do Europy i Afryki, gdzie promował nową linię butów R10. Zatem jakieś pieniądze są.

To oczywiście bardzo nie spodobało się brazylijskiemu wymiarowi sprawiedliwości, który postanowił odebrać Ronaldinho możliwość podróżowania po świecie poprzez unieważnienie jego paszportu. Co więcej, dotknęło to również brata byłego zawodnika Barcelony.

Prokurator Pereira dos Santos stanowczo oznajmił, że tego typu zachowania nie będą dłużej tolerowane. – Wydaje się, że borykamy się z sytuacją, w której oskarżony w oczywisty sposób kpi ze sprawiedliwości sądowej przed brazylijskim i światowym społeczeństwem – powiedział. Przy okazji dodał, że Ronaldinho może zapomnieć o cofnięciu unieważnienia paszportu.