Tom Leung nie jest fanem osób zostawiających u innych użytkowników negatywne oceny bez żadnego powodu. Według niego zachowania podpadające pod nazwę „dislike mobs” są bardzo szkodliwe dla całej społeczności, bowiem takie sztuczne zaniżanie przez zorganizowane grupy ludzi sprawia, że dany film jest rzadziej polecany. Tego typu nagonki potrafią bardzo skutecznie zniszczyć pracę twórców.

Co w takim razie chce zrobić firma z Mountain View, by zaradzić masowo zostawianym łapkom w dół? Jak mówi Leung, jedną z opcji jest ukrycie ocen, tak by oglądający nie widzieli, jak rozkładają się reakcje pozytywne i negatywne. Kolejną jest sprawienie, że użytkownik będzie musiał wyjaśnić, dlaczego dany film nie przypadł mu do gustu.

Tutaj jednak pojawia się spory problem, bowiem trzeba byłoby stworzyć mechanizm, który by weryfikował uzasadnienia użytkowników. Inna sprawa, że ciężko sobie wyobrazić, aby ktokolwiek był zadowolony z pisania takich wypowiedzi.

Jak słusznie pisze portal spidersweb.pl. „pomysł wypacza sens oceny filmów za pomocą łapek tylko po to, by sztucznie podnieść współczynnik ocen pozytywnych. To, że użytkownik zniechęci się i nie da łapki w dół tylko dlatego, że YouTube mu to utrudnia, nie zmieni jego nastawienia”.

Leung wspomniał, że całkowita likwidacja negatywnych ocen byłaby złą decyzją, bowiem nie tylko zaprzeczyłaby idei portalu, ale także zniechęciła ludzi od korzystania z serwisu. I choć postawa YouTube’a jest słuszna, bowiem „dislike mobs” to po prostu złe zjawisko, to jednak serwis musi poważnie pomyśleć nad tym, jak rozwiązać ten problem bez wprowadzania utrudniających życie restrykcji.

Swoją drogą, kto wie, czy tak naprawdę serwis nie wpadł na pomysł walki z negatywnymi ocenami z powodu ogromnego fiaska filmiku, który sami przygotowali. „YouTube Rewind 2018”, gdzie pojawia się m.in. Will Smith, szybko stał się rekordzistą w kategorii największej ilości łapek w dół ze wszystkich filmów na serwisie. W tej chwili ma 15 mln.