Naukowcy z Uniwersytetu w Padwie przebadali 212 mężczyzn z okolic tego regionu, który uznaje się za jeden z najbardziej skażonych związkami PFC w Europie. Odpady, które powstają w trakcie produkcji patelni z teflonową powłoką, zanieczyściły tamtejsze rzeki. Związki perfluoroalkilowe znajdziemy zresztą nie tylko w patelniach, ale także w innych przedmiotach codziennego użytku. Są obecne m.in. w opakowaniach spożywczych, niektórych klejach czy farbach.

Okazuje się, że ten związek łatwo wiąże się z receptorami testosteronu i blokuje jego aktywację. Eksperci stwierdzili, że podwyższone poziomy PFC w osoczu i nasieniu reagują z krążącym w organizmie testosteronem, powodują obniżenie jakości spermy, zmniejszenie jąder i wpływają na długość prącia.

Tym samym penisy osób z regionu Padwy skażonego PFC są średnio o ok. 1,3 cm krótsze i mają widocznie mniejszy obwód od przebadanych mężczyzn z pozostałych części kraju (tych było 171).

„Te związki mają bardzo poważny wpływ na męskie zdrowie. Nie chodzi o sam rozmiar ich penisów, ale także o fakt, że nasienie jest dużo mniej ruchliwe, co przyczynia się do większego prawdopodobieństwa niepłodności” – powiedział Andrea Di Nisio, który przewodził zespołowi badawczemu.

Jak walczyć z PFC?

Pierwszy raport na temat skażenia wody PFC pochodzi z 1977 roku, dlatego rozmiar problemu jest spory. Dotyczy całego pokolenia młodych osób, począwszy od 1978 r. Co więcej, jak pisze portal iflscience.com, wszystkie te związki wprowadzone do środowiska nadal stanowią zagrożenie – naukowcy szacują, że przetrwają na Ziemi dłużej niż człowiek.

Czy można coś z tym zrobić? Di Nisio sądzi, że przede wszystkim trzeba ustalić, jak bezpiecznie usuwać PFC z krwi. Dopóki nie odkryjemy, jak to robić i dopóki nie zabroni się stosowania tych chemikaliów, perspektywy nie są najlepsze.

Problemem jest już sam fakt, że bardzo trudno stwierdzić, czy dany produkt zawiera tę substancję. Nawet, jeżeli ma oznaczenie wolny od np. PFOA czy PFOS to niewiele to oznacza. Są to tylko dwa z setek możliwych związków PFC. A każdy z nich może być groźny.

Rozmiar ma znaczenie

Ostatnio pisaliśmy o ciekawych badaniach naukowców z uniwersytetu w Salt Lake City, gdzie wzięto pod uwagę ponad 800 mężczyzn, którzy udali się do poradni zdrowia seksualnego na przestrzeni ostatnich trzech lat. Okazało się, że według zebranych danych, średnia długość penisa mężczyzn mających problemy z płodnością wyniosła ok. 12,5 cm. W przypadku mężczyzn, którzy nie musieli się martwić tymi sprawami, średnia długość przyrodzenia osiągała 13,4 cm.