Do wydarzenia doszło w nocy ze środy na czwartek. Gdzieś koło godziny 22:00 czasu polskiego dyrekcja portu lotniczego w Gatwick pisała na Twitterze, że zawiesza wszystkie starty i lądowania samolotów. Tym samym wszystkie samoloty, które miały wylądować na lotnisku, przekierowano w inne miejsca, między innymi na Stansted i Luton.

Jak wyjaśniały władze drugiego największego lotnika w Wielkiej Brytanii, zaplanowane lądowania i odloty zostały odwołane ze względów bezpieczeństwa. Przez kilka godzin służby lotniskowe i policja sprawdzały doniesienia o dronach. Około godziny 4:00 rano czasu polskiego lotnisko wznowiło pracę. Jednak po 45 minutach znowu doszło do zamknięcia pasu startowego. Powód? Doniesienia o kolejnych dronach.

Policja przez całą noc przeszukiwała okolice w poszukiwaniu osób, które mogły sterować dronami. W czwartek przed południem port pozostawał zamknięty. Według informacji podanych przez BBC, z powodu całego zamieszania na lotnisku utknęło 10 tysięcy pasażerów. Loty niby mają być wznowione o godzinie 17:00 czasu polskiego, ale czy faktycznie do tego dojdzie, przekonamy się już niebawem.

Na Wyspach loty dronów w odległości mniejszej niż kilometr od lotniska są zakazane. Jeśli ktoś stworzy zagrożenie dla samolotu, to musi liczyć się z tym, że może dostać do pięciu lat więzienia. Aż ciężko pomyśleć, że ktoś mógłby być tak głupi.

Lotnisko Gatwick, które obsługuje każdego roku ponad 45 mln pasażerów, jest siódmym co do wielkości portem lotniczym w Unii Europejskiej. Gatwick pracuje również nocą, choć ilość obsługiwanych lotów jest ograniczona ze względu na przepisy dotyczące hałasu.