Wiadomo, języki obce ważna rzecz, ale wygodniej komunikować się w języku ojczystym. Nie mówiąc już nawet o bogactwie przekleństw, jaki daje nam rodzimy język. Wyposażyłem się zatem w dwa takie urządzenia.

Jedno to klasyczne Google Home Mini, a drugie przenośne, wodoodporne i zasilane z baterii TicHome Mini.

Małe i z możliwościami

Pominę tutaj nudne fragmenty o tym, jak podłączyć głośniki ze swoją siecią domową czy telefonem. Wystarczy, że napiszę, iż jest to proste, zajmuje chwile i wymaga tylko konta Google. Ważne jest także, że odpowiednia aplikacja dostępna jest nie tylko na Androida, ale także na iPhone’a. Oba urządzenia są niewielkich rozmiarów, przy czym TicHome Mini jest nieco większe. Oprócz możliwości asystenta głosowego oba mogą także służyć za głośnik, przy czym TicHome gra znacznie głośniej i ładniej, z wyraźnym basem i czystym dźwiękiem. Oryginalnego produktu Google nie polecam jako alternatywy dla domowego głośnika Bluetooth. Jakość dźwięku generowanego przez Home Mini zaspokoi jedynie osoby ze sporym ubytkiem słuchu. Ewentualnie tych, którzy znaleźli się w stanie takiego upojenia, że są w stanie polatać katowickim spodkiem.

Hej GuGu!

Jak to w przypadku wielu urządzeń Google, tak i głośniki należy wywołać komendą głosową, aby zaczęły nas słuchać. W teorii dostępne są dwie „Ok Google” lub „Hey Google”. Praktyka pokazała, że oba głośniki najlepiej reagują na polecenie „Hej GuGu” – śmieszne, ale działa. Kiedy głośnik się uaktywni możemy zacząć rozmowę. Co ważne, nie musimy się specjalnie martwić o składnię i zbytnią poprawność gramatyczną. Możemy też zadawać pytania w sposób potoczny, najbliższy nam. Przykładowo zamiast zapytać „Jaka będzie jutro pogoda w Warszawie” wystarczy zapytać „Czy potrzebuję jutro parasola?”. Możemy też poprosić urządzenie o opowiedzenie kawału, ale mam wrażenie, że przynajmniej połowa z nich rozśmiesza jedynie samo urządzenie (a tak, potrafi się zaśmiać) lub wymaga spożycia uprzednio tak z pięciu piw. Szczerze mówiąc, nasze rodzime polskie suchary wypadają na tym tle lepiej.

Zaletą Tic Home Mini jest przede wszystkim to, że jest mini, a przy okazji ma moc i jest głośny. (Fot. Materiały prasowe)

Możemy zapytać praktycznie o wszystko, co Google może wyciągnąć z internetu.  Od rzeczy prostych, jak pytanie kto jest prezydentem jakiegoś kraju, czy jaka jest powierzchnia jeziora Mamry, aż po wytłumaczenie pojęć jak np. „czym jest Brexit”.  Ciekawe są jednak inne możliwości. Przykładowo możemy zapytać ile kosztuje bilet lotniczy z Warszawy do Nowego Jorku w jakimś okresie. Google Assistant znajdzie nam takie połączenia i zapyta, czy ma dla nas śledzić zmiany cen. Jeśli paszczowo potwierdzimy taką chęć, dostaniemy powiadomienia o wzrostach lub spadkach cen. Oczywiście możemy w ten sposób śledzić ceny nie tylko biletów lotniczych, ale także wymarzonego sprzętu, kursów akcji na giełdzie etc.

Zbuduj ekosystem

Moc asystenta Google to jednak nie tylko rozmowa z nim i głosowe otrzymywanie informacji. Im więcej kompatybilnych urządzeń podłączymy do niego, tym jego możliwości rosną. Jeśli macie telewizor z Androidem lub Chromecast możecie w ten sposób sterować tym, co się dzieje na ekranie telewizora. Jeśli podłączycie kompatybilne żarówki czy głowice termostatyczne, to bez problemu możecie głosem sterować ich pracą. TicHome Mini najczęściej bytuje u mnie pod prysznicem. Głosem mogę włączyć ulubioną playlistę ze Spotify albo zmniejszyć światło, żeby uniknąć przerażenia, kiedy spojrzę w lustro. Kiedy zabieram go ze sobą, to nie dość, że mam ze sobą fajnie grający głośnik, to jeszcze przydatnego asystenta. Szybko sprawdzi połączenia autobusem czy tramwajem, czy też może służyć jako podręczny tłumacz.

I co? Warto?

Warto, bo to nie są drogie urządzenia. Co prawda jeszcze przez chwilę konieczne będzie posługiwanie się jednym ze wspieranych przez Google języków, ale wielkimi krokami nadciąga język polski. Niewielkimi nakładami kosztów, możecie w ten sposób zbudować fajny cyfrowy dom, a w razie nudy pogadać z kimś inteligentnym, a przynajmniej ze sporą wiedzą.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, maniakiem technologii, butów i mobilnej fotografii. Stara się nigdy nie jeść na czczo. Jarka znajdziecie na Instagramie @dexterek