Technologia OLED zawsze była mi bliska. To za sprawą niesamowitej czerni, kolorystyki i nieskończonego kontrastu. Samsung z racji tego, że LG jest praktycznie monopolistą w produkcji matryc organicznych odpuścił sobie technologię konkurenta i skupił się na rozwijaniu poczciwej technologii LED. Tak powstały doskonale znane z polskich półek sklepowych telewizory QLED. I choćby nazwa do złudzenia przypominała pisownię OLED, a same telewizory – szczególnie ostatnie ich serie – świeciły naprawdę świetnie, OLED dalej wygrywał czernią, kontrastem i kolorami.

Ta rywalizacja zaczynała być powoli nudna. Obie firmy z roku na rok nieco ulepszały swoje konstrukcje, ale nie pokazywały niczego, co mogłoby zmienić układ sił na rynku, czy stać się alternatywą dla matryc OLED. Aż do teraz, kiedy Samsung wprowadza na salony matryce Micro LED.

Micro LED wbrew nazwie świetnie sprawdza się w przypadku gigantycznych telewizorów. (fot. materiały prasowe)

Jak działa technologia Micro LED?

Micro LED to wyświetlacze zbudowane w oparciu o miliony miniaturowych diod LED. Co szczególnie istotne – podobnie jak w przypadku matryc OLED – diody same są źródłem światła i nie potrzebują żadnego dodatkowego podświetlenia jak to ma miejsce choćby w telewizorach QLED. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że każdym pikselem da się sterować osobno, uzyskując tym samym podobne możliwości, jak w przypadku matryc organicznych. Czerń powinna wreszcie stać się głęboka i prawdziwa.

Kolejną zaletą diod Micro LED jest ich zdolność do pracy modułowej. Telewizory z tą technologią po prostu nie mają ramek. Oznacza to, że możemy połączyć kilka wyświetlaczy w jedną, znacznie większą całość, tworząc gigantyczny ekran.

I tu niespodzianka. Nie chodzi tylko o stworzenie potężnej ściany zbudowanej z identycznych telewizorów. Oznacza to, że teraz będzie można kupić telewizor – powiedzmy w rozmiarze 55 cali – a po jakimś czasie dokupić panel boczny i górny, w ten prosty sposób przerabiając urządzenie do rozmiaru 65 cali.

Co więcej, będzie można zaprojektować sobie ekrany o nietypowych proporcjach i kształtach. I tu do gry zapewne wejdą programiści, którzy zaskoczą nas pomysłami, co na takich nietypowych ekranach będzie można wyświetlać. Warto dodać, że Samsung nie pochwalił się maksymalną rozdzielczością swojego nowego dziecka. Należy się jednak spodziewać, że nie będzie to mniej niż 4K.

micro LED

Technologia Micro LED została zaprezentowana podczas tegorocznych targów CES w Las Vegas (fot. materiały prasowe)

Ile będzie kontować telewizor z Micro LED?

Samsung pochwalił się modelem o rozmiarze 75 cali, oraz gigantem o przekątnej 219 cali. O ile ten drugi to raczej pokaz technologicznych możliwości, tak pierwszy ma szansę trafić pod strzechy. Nieliczne strzechy, bo jego cena – podobnie jak w przypadku pierwszych modeli OLED – będzie zapewne kosmiczna.

Oczywiście z czasem czeka nas nieunikniony dla producentów spadek cen. LG, czując na plecach oddech konkurenta, ma bardzo niewiele czasu, aby w równie mocny sposób odpowiedzieć Samsungowi. Tym bardziej, że padły zapewnienia, że Micro LED będzie tańsze w produkcji niż OLED. Rok na opracowanie czegoś z efektem „wow” to naprawdę mało czasu. Dużo łatwiej będzie LG ściąć marżę i ceny, a to już realnie przełoży się na nas – klientów. Spadną ceny nie tylko produktów sygnowanych marką LG, ale także innych telewizorów OLED produkowanych przez Sony, Panasonica, Philipsa czy Toshibę.

Na razie Samsung puszcza też oko do – potencjalnie zamożniejszych – miłośników sprzętu Apple. Od tego roku dostępne na rynku telewizory QLED, ale też zwykłe UHD dostaną wsparcie dla AirPlay 2. Oznacza to, że użytkownicy sprzętów z logo nadgryzionego jabłka w prosty sposób połączą się telewizorami koreańskiego producenta i prześlą do nich muzykę, wideo czy podcasty. Do tego dochodzi jeszcze wbudowana w telewizory aplikacja iTunes. Robi się ciekawie!

Odpowiedź LG – rolowany telewizor i sztuczna inteligencja

LG nie chciało być gorsze i również pokazało ciekawą konstrukcję. Po zaprezentowanym w ubiegły roku telewizorze naklejanym na ścianę, przyszła pora na rolowany telewizor nazwany LG Signature R. To nieznane wcześniej podejście do projektowania telewizorów. Trzeba przyznać, że fenomenalne pod względem dizajnu.

Sam chętnie postawiłbym LG R na środku swojego salonu.

O zaletach panelu OLED nie ma się co rozpisywać, warto jednak przyjrzeć się konstrukcji „Erki”. Telewizor dostarczany jest ze sporą podstawą, która skrywa nie tylko elektronikę, ale także głośniki audio pracujące w układzie 4.2.

Signature R od firmy LG to pierwszy na świecie zwijany telewizor. (fot. materiały prasowe)

Zaskakujący jest tu jednak mechanizm, który za sprawą naciśnięcia jednego przycisku, pozwala sterować wysokością ekranu. Możemy go zatem całkowicie schować w podstawie i korzystać z telewizora jako zestawu głośników. Możemy go ustawić w trybie „LineView”, gdzie wysunięta jest tylko niewielka część ekranu. Taki niewielki kawałek telewizora może wówczas służyć za cyfrową ramkę lub centrum sterowania domem, a także budować nastrój, udając kominek. Ostatnim trybem jest pełne rozwinięcie ekranu. Coś takiego to marzenie każdego gadżeciarza. Jest sztos!

Do tego LG chwali się oczywiście swoimi procesorami, które – wykorzystując technologię głębokiego uczenia – sterują pracą telewizora. Analizują dostarczane treści, ale także warunki panujące w pomieszczeniu. W ten sposób tak korygują ustawienia ekranu, aby zawsze wyświetlić najbardziej zgodny z rzeczywistością obraz.

Także LG celuje w miłośników Apple’a. Oprócz obsługi AirPlay 2 udostępnia możliwość sterowania domem za pomocą Apple Home Kit.

Zapowiada się naprawdę ciekawy rok dla miłośników telewizorów. Nie tylko tych z najwyższej półki. To co dziś kosztuje fortunę, za rok czy dwa stanie dostępne szerszego grona odbiorców. Wojna pomiędzy OLED a Micro LED to coś, co wyjdzie nam wszystkim na zdrowie. Szczególnie dla naszych portfeli.

 

Autor jest felietonistą Sztos.pl, maniakiem technologii, butów i mobilnej fotografii. Stara się nigdy nie jeść na czczo. Jarka znajdziecie na Instagramie @dexterek